Trzeci sezon rozwija historię Nucky'ego Thompsona na tle gangsterskiego Atlantic City czasów prohibicji. Wielką siłą pozostają kreacje aktorskie, pieczołowicie odtworzona epoka i precyzyjny scenariusz, w którym pozornie drobne wybory prowadzą do nieoczekiwanych konsekwencji.
Z
akazane imperium” to serial, który już zapisał się w historii telewizji. Zajmie w niej zapewne miejsce podobne do tego, na jakie w historii kina zapracowała sobie trylogia „Ojciec chrzestny” Coppoli. Historia Nucky’ego Thompsona, króla Atlantic City, przemytnika i bandziora, a zarazem szanowanego polityka i inwestora, zasługuje na uwagę z wielu powodów. Tutaj postaram się wymienić tylko najważniejsze.
Oto Steve Buscemi, wieczny król drugiego planu, który stworzył kreację życia jako Nucky. Oto Kelly MacDonald, która w roli irlandzkiej emigrantki przydaje małoekranowej produkcji jakości wielkoekranowej. Oto niesłychana staranność, z jaką odtworzono klimat gangsterskiego Atlantic City i atmosferę Ameryki czasów prohibicji. Oto wreszcie niesłychanie precyzyjny i zaskakujący scenariusz, w którym – tak jak w życiu – wielkie przemiany zaczynają się od drobiazgów, a wszystkim niemal postaciom dana jest łaska niejednoznaczności. Nie ma wśród nich bohaterów z góry predestynowanych do wielkości lub podłości – wykuwają swój los, dokonując kolejnych wyborów (czasem, zdawałoby się, nieistotnych), których kumulacja przynosi nierzadko nieoczekiwane rezultaty. W trzecim sezonie serialu konsekwencje owych wyborów podsumowuje doskonale promujące go hasło: „Nie można być w połowie gangsterem”. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze, że serial jest produkcją zdecydowanie dla widzów dorosłych. A na koniec przekornie westchnę, wspominając, że po wielkich bandytach epoki prohibicji Ameryce oprócz trupów zostały porządne drogi, dobre szpitale i prężnie działające instytucje filantropijne. Co pozostawią po sobie nasi gangsterzy?
koncepcja: Terence Winter „Zakazane imperium”, sezon 3.