Bardzo słaba kontynuacja kinowego powrotu zmutowanych żółwi z 2014 roku, tym razem w reżyserii Dave'a Greena. Punkt wyjścia to ucieczka Schreddera z więzienia i budowa portalu między światami, przez który na Ziemię mają przybyć maszyna wojenna Technodrom i jej właściciel Krang. Główną słabością jest źle napisany scenariusz i aktorstwo sprowadzone do strojenia głupich min, a dosłowność zabija magię zabawnego, lekkiego komiksowego oryginału. Nawet jako rozrywka dla młodszych dzieci film zawodzi.
Zły był początek, zły jest ciąg dalszy. W 2014 r. za sprawą filmu Liebesmana zmutowane żółwie wróciły na duży ekran, a za przedsięwzięciem stał producent Michael Bay. Film był nie najlepszy, jego kontynuacja (tu już reżyseruje Dave Green) jest bardzo słaba. Widać, że miała to być rozrywka dla dzieci (i to młodszych), a dzieci zasługują na dobrze napisany scenariusz i na odrobinę gry aktorskiej zamiast na głupie miny strojone przez kolejne postaci na ekranie. Zły Schredder ucieka z więzienia i buduje portal między światami, przez który na Ziemię przybędą maszyna wojenna Technodrom oraz jej właściciel, obrzydliwy Krang. Po kwadransie będziecie wiedzieli, że nie macie ochoty tego oglądać. Ja seans pokazał do końca, by przypomnieć sobie raz jeszcze, jak prawdziwe są słowa, że dosłowność zabija magię. Bo przecież oryginalny komiks był zabawny, lekki i zajmujący. Film – trzy razy „nie”.