W rezerwacie Wind River zostaje zamordowana młoda Indianka, a śledztwo prowadzą agentka FBI oraz miejscowy myśliwy, uznawany przez społeczność za swojego. Historia jest inteligentnie poprowadzona i świetnie sfilmowana na tle surowych, zimowych górskich krajobrazów, a wątek kryminalny skrywa poruszającą opowieść o stracie, poczuciu winy i niesprawiedliwości, która najmocniej dotyka rdzennych mieszkańców Ameryki. Twórca „Sicario” i „Aż do piekła” udowadnia tu spory talent reżyserski, a całość broni się świetnie bez ładunku politycznego.
W rezerwacie Wind River ginie młoda Indianka. Śledztwo prowadzi agentka FBI, ale najważniejszą osobą w dochodzeniu jest pomagający jej miejscowy myśliwy. Biały, lecz uznawany przez miejscowych za swego (ożenił się z Indianką) – w tej roli świetny Jeremy Renner. Historia jest inteligentnie opowiedziana i cudownie sfilmowana (zimowe, surowe górskie pejzaże). Pytanie, kto jest sprawcą, napędza fabułę, w istocie jest to jednak film o tym, jak radzimy sobie ze stratą, o poczuciu winy i o niesprawiedliwości, która ma tu kilka wymiarów. Bogaci żerują na biednych, miastowi gardzą wsiowymi, biali prosperują kosztem rdzennych mieszkańców Ameryki. Ten ostatni przekaz wybrzmiewa najmocniej, ale film broni się świetnie i bez ładunku politycznego. Stworzył go Taylor Sheridan, człowiek, który napisał scenariusz do „Sicario” i „Aż do piekła”, a teraz pokazał, że wyrasta z niego nietuzinkowy reżyser. Na pewno jeszcze nieraz o nim usłyszycie.