Nagrodzona Oscarem animacja Disneya łączy amerykańską i japońską popkulturę w mieście San Fransokyo. Młody konstruktor robotów Hiro, namówiony przez starszego brata, porzuca nielegalne walki uliczne i wraz z grupą przyjaciół tworzy nietypową drużynę superbohaterów, której sercem staje się medyczny robot Baymax, szybko przyswajający także sztuki walki. Produkcja sprawdza się jako komedia, a sceny akcji potrafią wzruszyć bardziej niż niejeden „poważny” film o superbohaterach, mimo pewnej wtórności w warstwie fabularnej.
Disnejowski film nagrodzony Oscarem (w kategorii Najlepszy Film Animowany Roku), łączący elementy popkultury amerykańskiej i japońskiej. Małoletni cwaniak Hiro, budujący roboty do nielegalnych walk ulicznych, przechodzi na dobrą stronę – najpierw za sprawą starszego brata Tadashiego, który wciąga go do paczki uniwersyteckich maniaków robotyki, a potem dzięki grupie przyjaciół, z którymi stworzy nietypową grupę superbohaterów. Najważniejszym elementem tej ekipy okaże się robot Baymax, przesympatyczny grubasek, który został zaprojektowany jako pomoc medyczna, ale szybko przyswaja sobie inne umiejętności – na przykład z dziedziny dalekowschodnich sztuk walki. Wszystko rozgrywa się w mieście San Fransokyo, które wygląda tak, jak można wnioskować z nazwy: amerykański rozmach i japońskie połączenie techniki z tradycją. „Wielka szóstka” sprawdza się jako komedia, a w sekwencjach akcyjnych jest bardziej emocjonujący niż niejeden „prawdziwy” film o superbohaterach. Dobra robota, choć nieco wtórna, jeśli chodzi o część rozwiązań fabularnych. Ale przecież Disney żyje z hasła „Znacie? To warto posłuchać”.