Historia Pin-Juia, oparta na rodzinnych doświadczeniach reżysera, śledzi kolejne wykorzenienia bohatera: rozstanie z rodzicami w dzieciństwie, przeprowadzkę ze wsi do miasta i wyjazd z Tajwanu do innego kraju w pogoni za lepszym życiem. Każdy z tych wyborów niesie bolesne konsekwencje, które w dorosłości odbijają się na rodzinnych relacjach bohatera. Ostatnie pół godziny filmu poruszy najtwardsze serce, a rewelacyjna kreacja Tzi Ma, aktora o wielkim dorobku, jest jego życiową rolą.
Proszę zdwoić uwagę, bo pora przedstawić film, który może w tym sezonie liczyć się jako jeden z kandydatów do najważniejszych nagród. Nie wiem co prawda, jak będą wręczane Oscary czy Złote Globy w czasach pandemii, ale wiem, że w wyścigu po statuetki mocno powinien liczyć się przepiękny film Alana Yanga „Tigertail”. Łatwo zamknąć tę propozycję w szufladce „kino etniczne”, bo rzecz nakręcona jest przez Amerykanina azjatyckiego pochodzenia i w całości rozgrywa się w środowisku Azjatów, ale byłoby to krzywdzące. To, co pokazuje Alan Yang, syn imigranta z Tajwanu (który stworzył tę historię na podstawie rodzinnych doświadczeń), oddaje wybory i tragedie wszystkich ras i nacji, których dotknęła emigracja. Pin-Jui, główny bohater filmu, to postać wykorzeniona kilkakrotnie. Poznajemy go jako dziecko tęskniące za rodzicami (ojca brak, matka często nieobecna), towarzyszymy mu, gdy przenosi się ze wsi do miasta (zrywając jedne więzy), a potem kiedy nadchodzi czas wyjazdu do innego kraju (co niszczy więzy kolejne). Wszystko niby uzasadnione, wszak gonimy za nieco lepszym życiem, jakże często (może za często) tłumacząc własne wybory koniecznością. Te wybory zaś bywają bronią obosieczną, my zaś zapatrzeni w to, co możemy zyskać, zapominamy o tym, co na pewno utracimy. Nie chcę przez to powiedzieć, że Pi-Jui wybrał źle, inna sprawa, iż niewiele miał do powiedzenia. Tragedia tej opowieści polega na tym, że każdy wybór niesie bolesne konsekwencje. Dopiero gdy widzimy dorosłego bohatera, gdy obserwujemy jego rodzinne kłopoty, zaczynamy wraz z nim rozumieć, gdzie szukać przyczyn takich, a nie innych problemów – właśnie w wyrwanych korzeniach. Alan Yang pomieścił w swojej opowieści wiele: dramat emigranta, młodzieńczą miłość, gorycz dojrzałości, poczucie niespełnienia i pewne ważne niespodziewane spotkanie. Jest jednak o wiele mądrzejszy od Richarda Linklatera, który w kontynuacjach „Przed wschodem słońca” nie zauważał, jak nieodwracalnie po latach musieliby się zmienić jego bohaterowie. Ostatnie pół godziny „Tigertail” poruszy najtwardsze serce. Znakomite, mądre kino z rewelacyjną kreacją Tzi Ma, aktora o wielkim dorobku, który tu stworzył życiową rolę.