Półtoragodzinny montaż z gali wręczenia Dave’owi Chappelle’owi Nagrody im. Marka Twaina łączy występy jego sławnych przyjaciół z fragmentami stand-upów laureata. Piotr Gociek chwali Chappelle’a jako bystrego, niezależnego artystę, który broni wolności słowa, celnie punktuje polityczną poprawność, a zarazem występuje przeciw rasizmowi, nietolerancji i nierównościom społecznym.
A
merykański stand-uper to nie komik, to mądry błazen w najlepszym tego słowa znaczeniu. Stańczyk, a nie spec od głupich min. Owszem, niejeden głupie miny stroi i klnie przy tym jak szewc, ale nie to jest najważniejsze w jego występie. To część opakowania, dzięki któremu łatwiej sprzedać to, co jest w środku. Nie rozumieją tego polscy stand-uperzy, którzy uważają, że ich głównym zadaniem jest wyjść na scenę i opowiadać dowcipy balansujące na granicy dobrego smaku. Dlatego ich występy napawają smutkiem i irytacją, tak jak oglądanie występów polskich piłkarzy z Ekstraklasy zaraz po transmisji hitowego meczu w Premier League.
Dzięki Netflixowi zapoznać się możemy z czołówką amerykańskiego stand-upu, wśród której wyróżnia się szczególnie Dave Chappelle, człowiek niezwykle bystry, niegłupi, kreatywny i wyczulony na absurdy współczesności. Najnowsza produkcja z jego udziałem to hołd złożony twórcy przy okazji wręczania mu Mark Twain Prize for American Humor, nagrody, którą wyróżniono wcześniej m.in. Billa Murraya, Eddiego Murphy’ego czy Richarda Pryora. Półtoragodzinny montaż zawiera sceny z gali w Kennedy Center, podczas której ku czci Chapelle’a występowali m.in. Bradley Cooper, Morgan Freeman, Mos Def, Erykah Badu, Chris Tucker, Tiffany Haddish i John Legend. Mamy i na-
grania z udziałem samego laureata, od fragmentów jego najsłynniejszych występów do klubowych popisów sprzed gali. Chappelle jest jednym z niewielu naprawdę niezależnych artystów współczesnej Ameryki. Mówi, co myśli, uderza celnie, a jego żarty sprawiły, że postępowcy nienawidzą go szczerze i mocno. Chappelle szydzi z politycznej poprawności, występuje z nieodłącznym papierosem na scenie, kpi z przesadzonych żądań mniejszości seksualnych, które wprost nazywa „ludźmi, którzy ukradli nam część alfabetu” (LGBTQ). Jednocześnie ostro występuje przeciw rasizmowi i nietolerancji, nierównościom społecznym i jest przeciwnikiem Trumpa, więc na ikonę konserwatywnej Ameryki też się nie nadaje. Sam podczas swoich długich nocnych monologów (uwielbia małe salki) mówi wprost: wolność słowa jest wolnością najważniejszą, a celem jego prowokacji jest zapewnienie tego, by mogły korzystać z niej kolejne pokolenia. Oglądajcie Chappelle’a: „Stick & Stones”, „The Age of Spin”, „Equanimity” – wszystkie dostępne są w serwisie Netflix.