ReżyseriaInti Calfat, Dirk Verheye
WystępująPauline Étienne, Laurent Capelluto, Mehmet Kurtuluş, Ksawery Szlenkier
Rok produkcji2020

Pasażerowie porwanego nocnego samolotu uciekają na zachód przed zabójczym światłem Słońca, próbując nieustannie pozostać po ciemnej stronie Ziemi. Piotr Gociek nazywa inspirowany „Starością aksolotla” Jacka Dukaja serial pierwszorzędnym thrillerem apokaliptycznym: sześć krótkich odcinków trzyma w napięciu, logicznie zmienia relacje w międzynarodowej grupie i łączy obraz zagłady z pytaniami o zaufanie, przywództwo oraz przydatność ludzi w chwili próby. Docenia także wkład Tomasza Bagińskiego, polskiego aktora Ksawerego Szlenkiera i inteligentną grę ze stereotypami.

U

czucie to znają wszyscy bywalcy długich nocnych lotów: odrealnienie. Kiedy w takt symfonii, na którą składają się monotonne buczenie silników, dźwiękowe sygnały, gwar rozmów, szum klimatyzacji, trzask otwieranych stolików, brzęk rozpinanych pasów, wpadamy w trans, unoszeni wewnątrz sztucznego świata, poza którym wszystko wydaje się odległe i mniej prawdziwe. Świat nie tylko został w dole, pod chmurami. Świat w ogóle wydaje się znikać, a gdy lecimy nocą, świetlne rozgwiazdy metropolii przesuwające się pod nami wyglądają jak złote pajęczyny utkane przez obce istoty. Dla bohaterów serialu „Kierunek: noc” („Into the Night”) ten mikroświatek okazuje się jedyną szansą ratunku. W pierwszych minutach premierowego odcinka widzimy mężczyznę wdzierającego się z bronią na pokład maszyny, która ma odlecieć do Moskwy. To Terenzio, włoski oficer NATO, który terroryzuje załogę i żąda lotu na zachód. „Ratuję wam życie!” – krzyczy. Zbliża się bowiem wschód słońca, który niesie śmierć. Gwiazda naszego systemu planetarnego wypala niespodziewanie życie na Ziemi, bezpieczny będzie tylko ten, kto skryje się po ciemnej stronie planety. A jako że Ziemia się obraca, jedynym sposobem ratunku jest nieustanny lot tak, by pozostawać w objęciach nocy. „Kierunek: noc” to belgijska produkcja Netflixa na podstawie powieści Jacka Dukaja „Starość aksolotla”, który tym samym stał się naszym drugim, po Andrzeju Sapkowskim, eksportowym autorem docenionym przez światowego giganta streamingu.

Tropem Bagińskiego – Wszystko zaczęło się od Tomka Bagińskiego – mówi „Do Rzeczy” Jacek Dukaj. – To on wpadł po lekturze na pomysł zaadaptowania na serial jednego z wątków książki, czyli ucieczki samolotem przed zagładą. Razem przygotowaliśmy projekt. Potem „Wiedźmin” otworzył Bagińskiemu szersze możliwości w Netflixie. Pomysł został kupiony i trafił do Jasona George’a, który napisał scenariusz – tłumaczy Dukaj. – A budżet na realizację znalazł się akurat w belgijskiej odnodze Netflixa. Tak powstał projekt międzynarodowy, z wielojęzyczną obsadą i bohaterami. Szarpiący nerwy thriller apokaliptyczny, w którym skupiamy się na relacjach

wewnątrz grupy uciekinierów. Ciekawa to gromadka. Porwany samolot wystartował z trzyosobową załogą, prócz pilota i kapitana Matthieu, nad wyraz obowiązkowego, mamy więc francuską stewardesę i polskiego mechanika, który zowie się Jakub Kamiński (gra go Ksawery Szlenkier). Jest uwięziony przy okazji Marokańczyk z obsługi technicznej lotniska, jest tajemniczy Turek (świetny jak zawsze Mehmnet Kurtulus, którego znamy z filmów Fatiha Akina), jest jedna z najbardziej utalentowanych belgijskich aktorek młodego pokolenia Pauline Étienne. Jest trójka Rosjan. – To była wieża Babel – wspomina w rozmowie z „Do Rzeczy” Ksawery Szlenkier. – Językiem głównym produkcji

jest francuski, w nim graliśmy i dominował na planie. Pewne sceny były kręcone po angielsku, rozmowy z Jasonem też tak się odbywały. Reżyserzy z częścią aktorów i asystentami komunikowali się po flamandzku, ja mogłem czasem porozmawiać po polsku z Tomkiem Bagińskim i Jackiem Dukajem – wylicza Szlenkier. – Czasami podczas realizacji konkretnej sceny słyszeliśmy cztery różne języki. Natomiast momenty, gdy postaci mówią w swoich językach narodowych, były precyzyjnie wpisane w scenariuszu, ta różnorodność jest po prostu prawdziwa. Jak zdradza mi Jacek Dukaj, dialogi polskie i rosyjskie zostały napisane na nowo przez niego i Tomasza Bagińskiego. Wkład Polaków nie ograniczał się tylko

Nowy serial Netflixa inspirowany powieścią Jacka Dukaja to pierwszorzędny thriller apokaliptyczny w świetnej międzynarodowej obsadzie

do tego. – Tomek jako executive producer był na planie niemal codziennie – mówi Dukaj. – Ja wpadałem raz na kilka tygodni. – Tomek i Jacek mieli wpływ na to, co się działo, gdy odbywały się narady „pionu twórczego” – precyzuje Ksawery Szlenkier. – Natomiast w trakcie zdjęć w komunikacji z aktorami musi być pewien porządek, dla nas najbliższymi współpracownikami byli reżyserzy Inti Calfat i Dirk Verheye. Dramat na trzech planach Efekt jest znakomity. „Kierunek: noc” to jeden z najlepszych seriali wyprodukowanych ostatnio przez Netflixa. Sześć krótkich odcinków (od 35 do 40 minut) trzyma nieustannie w napięciu, dynamika między postaciami zmienia się zaskakująco, ale logicznie, bardzo zręcznie wypadają krótkie retrospektywy, w których poznajemy przeszłość poszczególnych bohaterów. Dramat tak naprawdę rozgrywa się na trzech planach. Ten najszerszy to oczywiście obraz zagłady. Zero litości, kataklizm

naprawdę okazuje się przerażający i na ogromną skalę. Świat, który znaliśmy, przestaje istnieć, ludzkość zostaje niemal kompletnie wymazana z powierzchni Ziemi. Drugi plan to skomplikowana emocjonalna układanka między uciekinierami, którzy gnają na łeb na szyję, bo by przeżyć, muszą być w ruchu, trochę jak bohaterowie postapokaliptycznego „Snowpiercera”, którzy okrążali planetę na pokładzie pociągu-arki. Trzecia warstwa, najmniej oczywista, ale obecna, to refleksja na temat obecnego stanu gatunku ludzkiego. Jakże słabo przygotowani jesteśmy do nadzwyczajnych sytuacji! W chwili próby trudno wyobrazić sobie mniej przydatną profesję od internetowej influencerki czy emerytowanego ochroniarza. Gdy trzeba twardo walczyć o przeżycie, grupka desperatów może liczyć na ludzi, którzy doświadczenie zdobyli, brudząc sobie ręce. Wybijają się więc była pilotka wojskowa z misji w Afganistanie czy dumny Turek o szemranej przeszłości. A decyzje, które trzeba podejmować, są coraz trudniejsze. Kto ma wyrokować o życiu i śmierci, gdy okaże się, że nie wszyscy ocalali mają czyste intencje? Czy przetrwanie zapewni oświecona dyktatura, czy demokratyczne uzgadnianie dalszych ruchów? Aby wspólnie skutecznie działać, trzeba jeszcze sobie nawzajem ufać. Jak scementować grupę przypadkowo złączonych przez los ludzi? „Kierunek: noc” okazuje się niespodziewanie idealnym thrillerem czasów pandemii koronawirusa. Jego bohaterowie muszą najpierw pogodzić się z tym, jak kruchy i podatny na niespodziewane uderzenia był świat, który uważali za trwały, w pełni zrozumiały i mimo wszystko bezpieczny. Pierwszy sezon tak naprawdę może być dopiero wstępem do dłuższej, pasjonującej i niegłupiej historii. Pytanie tylko, w którym kierunku rzecz będzie się rozwijać. Nie sądzę, by pieniędzy i rozmachu starczyło Netflixowi na powrót do oryginalnych konceptów z powieści Jacka Dukaja, w której perypetie po niespodziewanym słonecznym rozbłysku są tylko wstępem do futurystycznej opowieści o wirtualnych światach, sztucznej inteligencji i przepisywaniu

ludzkiej duszy do świata cyfrowego. Serial musiałby się szybko zamienić w coś równie kosztownego i wystawnego jak „Westworld” Jonathana Nolana i Lisy Joy, w dodatku przesuniętego w odległą przyszłość (a więc koszty, koszty, efekty, koszty!). Na razie bardziej umiarkowanym rozmachem przypomina inną europejską produkcję postapo Netflixa, czyli duński serial „Rain”. „Kierunek: noc” jest jednak o klasę lepszy. – Mocno walczyłem o to, by już teraz w scenariuszu nie przesądzać sprawy zabójczej aktywności Słońca – mówi tajemniczo Jacek Dukaj, nie zdradzając jednak, w jakim kie. runku będzie zmierzać serial. – Pracujemy już nad koncepcją drugiego sezonu, ale nie mamy jeszcze decyzji Netflixa, że będzie kontynuacja – dodaje polski pisarz. – Obsada czuje, że zrobiła dobrą robotę. Wykonana na sto procent praca jest również inwestycją. Zrobiliśmy wszystko, by powstał drugi sezon, a potem kolejne – deklaruje Ksawery Szlenkier, serialowy Jakub. – Teraz piłka jest po stronie dyrektorów Netflixa, a ci z pewnością śledzą wyniki oglądalności. A może Jason, Tomek i Jacek już mają jakąś tajemnicę, której jeszcze nie wyjawiają? – zastanawia się aktor. „Kierunek: noc” zasługuje i na uwagę widzów, i na kontynuację. Polscy odbiorcy dostaną w dodatku smakowitą niespodziankę w finale ostatniego odcinka pierwszego sezonu – zobaczycie, że warto czekać. Docenią też inteligentny humor i grę ze stereotypami, jeśli chodzi o „naszego człowieka” na pokładzie uciekającego samolotu. Jakub Kamiński to równy gość, choć po słowiańsku nadmiernie uczuciowy. Ma sumienie, jest solidny, a gdy jedna ze współpasażerek otwiera przed nim duszę, rzuca ładne zdanie: „Jesteś ironiczna i jednocześnie tragiczna – całkiem jakbyś była bohaterką polskiej powieści”. Jackowi Dukajowi życzyć wypada ciągu dalszego i kolejki chętnych do kręcenia kolejnych adaptacji jego opowiadań i książek. Tomkowi Bagińskiemu – by po sukcesie seriali „Wiedźmin” i „Kierunek: noc” szefowie Netflixa nie wyobrażali sobie przyszłości bez niego i bez kolejnych polskich projektów.

Sezon 1. „Kierunek: noc” („Into The Night”) Belgia 2020

← PoprzedniaNastępna →