Czteroczęściowy dokument o sprawie komandosa Navy SEALs Eddiego Gallaghera pokazuje ze wszystkich stron spór o granice prowadzenia wojny, wojskowy kodeks milczenia oraz wpływ mediów i polityki. Dzięki wypowiedziom oskarżonego, jego obrońców i żołnierzy własnego plutonu twórcy unikają taniej sensacji, zachowują zaskakującą równowagę i dostarczają poważnego materiału do przemyślenia.
Niewiele mówiło się o tej sprawie w polskich mediach, ale w Stanach Zjednoczonych przez wiele miesięcy była tematem wyjątkowo gorącym. Temperaturę i wagę sporu udało się uchwycić w czteroczęściowym serialu dokumentalnym wyprodukowanym przez Apple TV+. W centrum kontrowersji znajdował się Eddie Gallagher, członek elitarnych Navy SEALs oskarżony o zbrodnię wojenną – miał zadźgać rannego nastoletniego bojownika ISIS. Medialny i polityczny spór (w który włączył się także ówczesny prezydent Donald Trump) wykracza daleko poza ustalenie
prawdy o tym, co rzeczywiście stało się podczas bitwy o Mosul. Kwestia jest szersza: Jakimi sposobami można prowadzić walkę z bezlitosnym wrogiem? (Nie mam wątpliwości – nikt w ISIS nie miałby za złe własnemu bojownikowi zadźgania choćby i pięcioletniego Amerykanina). Z jednej strony szkolimy specjalistów od załatwiania za nas (i z dala od naszych oczu oraz sumień) spraw brudnych, lecz wymagających załatwienia. Z drugiej chcemy mieć poczucie komfortu, że jesteśmy po właściwej stronie, że od wroga odróżnia nas to, że walcząc w imię dobra, pewnych granic nie przekraczamy. Ale gdzie przebiega ta linia? Czy specyfika współczesnych mediów (zwłaszcza społecznościowych) sprawia, że trzeba wytyczyć ją inaczej? Niesamowite wrażenie sprawia fakt, że sam oskarżony obszernie wypowiada się na ekranie – podobnie jak ci, którzy go oskarżali (żołnierze jego własnego plutonu) i ci, którzy go bronili. Unikatowe nagrania pozwalają nam zajrzeć w miejsce strzeżone wojskową odmianą omerty – specjalsi nie rozmawiają z nikim o własnych sprawach i zwykle przestrzegają tego kodu milczenia. Dlaczego tym razem było inaczej? „The Line” to jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) dokumentów roku, opowiedziany w zaskakująco – jak na dzisiejszą podzieloną Amerykę – wyważony sposób. Podobnie jak w świetnym „9/11: Inside the President’s War Room” (także od koncernu z nadgryzionym jabłuszkiem), historię opowiadają ci, którzy ją tworzyli, a zamiast taniej sensacyjności dostajemy poważny, bogaty materiał do przemyślenia.