Dokument Jona Spiry pomysłowo portretuje Christophera Lee - od brytyjskiego Draculi i łotra Scaramangi z Bonda, po hrabiego Dooku i Sarumana - odsłaniając ciekawostki, jak pokrewieństwo z Ianem Flemingiem czy wciąż utajnione tajne misje wojenne. Narrację opartą na autobiografii aktora ożywia kukiełka z głosem Petera Serafinowicza oraz oryginalne animacje Dave'a McKeana, nadrabiające braki archiwalne. Film pokazuje też, jak arystokratyczna matka była rozczarowana wyborem kariery aktorskiej syna.
Warto byłoby dla samych gadających głów: Peter Jackson, John Landis, Joe Dante. O kim opowiadają? Bohaterem opowieści jest aktor Christopher Lee, najpierw brytyjski Dracula i legenda europejskich filmów grozy, potem jeden z najlepszych łotrów dybiących na Jamesa Bonda (Scaramanga w „Człowiek ze złotym pistoletem”), a pod koniec życia megagwiazda za sprawą ról hrabiego Dooku w serii „Gwiezdne wojny” i Sarumana w trylogii „Władca Pierścieni”. Film dokumentalny Jona Spira jest jeszcze bardziej fascynujący, a miejscami pełen zagadek: Czy ktoś wiedział, że Lee był krewnym Iana Fleminga, który częściowo wzorował na nim Bonda? I że szczegóły jego tajnych misji z czasów drugiej wojny światowej wciąż są zamknięte w brytyjskich archiwach, gdyż były to działania, do których Londyn do dziś nie chce się przyznać: skrytobójstwa, zamachy bombowe itd.? Ten sam Lee był potomkiem arystokratycznej rodziny wywodzącej się od cesarza Fryderyka I Barbarossy. Oraz wokalistą zespołu heavymetalowego, najbardziej znanego z singla „Jingle Hells”. Mało? Historia życia i kariery aktora została w filmie w dużym stopniu opowiedziana przez niego samego: narracja pochodzi z rozszerzonego wydania autobiografii „Lord of Misrule: The Autobiography of Christopher Lee”, która jest dziś białym krukiem. Kukiełkę zmarłego gwiazdora głosem obdarzył Peter Serafinowicz – chwyt ryzykowny, ale nadspodziewanie udany. Zresztą strona graficzna jest wielkim atutem dokumentu Spira, to, czego na nie można było pokazać z braku archiwaliów, zastąpiono animacją. Szczególnie wyróżnić trzeba niesamowite, przepiękne sekwencje stworzone przez Dave’a McKeane’a, jednego z najoryginalniejszych artystów świata komiksu. Lee miał być pilotem myśliwskim, ale przeszkodziła mu w karierze wada wzroku. Mógł być bankierem lub przynajmniej kustoszem rodzinnego dziedzictwa. Wybrał inaczej. „Aktor?” – powiedziała rozczarowana matka, hrabina Estelle Marie z domu Carandini di Sarzano, gdy zakomunikował jej swój wybór. „Ale co ludzie na to powiedzą?”. Cieszył się światową sławą, ale zawsze czuł się trochę niespełniony, lekceważony. Dlaczego? Warto obejrzeć wspaniały film dokumentalny „Żyć i umrzeć jak Christopher Lee”. Warto z wielu powodów.