Bogata rozwódka Rebecca Welton zatrudnia w AFC Richmond Amerykanina Teda Lasso, który nie zna się na piłce nożnej, licząc, że pogrąży klub byłego męża. Serial zaczyna się jak komedia pełna sucharów o Anglikach, lecz szybko odsłania rzadkie we współczesnej rozrywce serce i empatię. Tytułowy trener, wspierany przez asystenta Bearda, kieruje się niezłomnymi zasadami: liczy się nie wynik, lecz to, czy sport czyni ludzi lepszymi. Z odcinka na odcinek postacie zyskują na głębi, a Apple TV+ ma jedną z najlepszych premier platformy.
Zemsto, twe imię kobieta! Bogata rozwódka z Anglii, Rebecca Welton (Hannah Waddingham, nieco przypominająca Katarzynę Bondę), która od swego niewiernego męża wydębiła podczas rozwodu grubą gotówkę oraz klub piłkarski, zatrudnia amerykańskiego trenera, tyle że od futbolu amerykańskiego. Piłkarze są wściekli, fani załamani, a prasa uważa sprowadzenie Teda Lasso za kiepski żart. Sympatyczny jankes nie wie, że w piłce nożnej są remisy, zna tylko dwóch piłkarzy (Ronaldo i Beckhama), nie ma pojęcia, ile kolejek do rozegrania w Premier League ma jego drużyna ani nie słyszał, kto wygrał ostatnio Ligę Mistrzów. Ale właśnie wszystko to czyni go w oczach Welton kandydatem idealnym. Wcale nie zależy jej na fachowcu i zwycięstwach. AFC Richmond był ukochaną zabawką jej męża, a ona, niszcząc reputację klubu, szuka pomsty na znienawidzonym eks. Teda Lasso gra Jason Sudeikis. Przybysza z Ameryki wspiera jego wieloletni asystent i przyjaciel, brodaty trener Beard (Brendan Hunt), który w odróżnieniu od Lasso wydaje się mieć pojęcie o tym, co robi. Pozory mylą, obaj uzupełniają się znakomicie, lecz by to odkryć, musimy obejrzeć kilka odcinków serialu „Ted Lasso”, sierpniowej premiery Apple TV+. Z początku wydaje się, że to średnio udana komedia najeżona sucharami. Dowcipy o tym, że Anglicy mówią jakoś dziwnie, oraz o tym, że ich herbata jest ohydna, nie są specjalnie świeże. Kto jednak da serialowi szansę, ten szybko odkryje, że jest w tej opowieści coś bardzo rzadkiego we współczesnej rozrywce: serce i empatia. Amerykański trener może się wydawać fajtłapą, ale tak naprawdę to człowiek o niezłomnych zasadach, absolutnie uczciwy i mający nietypowe dla współczesnego sportu motto: nie liczy się, czy wygrywasz, czy przegrywasz, ale to, czy sport pozwala ci być lepszym człowiekiem. Z odcinka na odcinek piłkarska komedia robi się ciekawsza i lepsza, a postacie, które pierwej wydawały się jednowymiarowe i sztampowe, szybko zyskują na głębi. Apple TV+ ma w swych dłoniach skarb, który odpowiednio pielęgnowany może zamienić się w sukces rozciągnięty na kilka telewizyjnych sezonów. Nie można było zobaczyć dotychczas lepszej premiery wśród oryginalnych produkcji internetowej stacji z jabłuszkiem, a przecież napinka była spora – nowa wersja „Amazing Stories” czy naszpikowany gwiazdami „The Morning Show”.