Detektyw Robin Griffin bada sprawę ciężarnej 12-letniej Tui, która nie chce wskazać ojca dziecka i znika na nowozelandzkim pustkowiu. Mocnymi stronami miniserialu Jane Campion i Gartha Davisa są pogłębione postacie, powoli rozwijana intryga, sugestywna atmosfera oraz emocjonalne napięcia. Tajemniczość wyrasta tu z opowieści o ludziach, a nie z nadnaturalnych osobliwości.
N
ieziemska uroda Nowej Zelandii zderzona zostaje w tej miniserii z brudnymi sprawami zamieszkujących ją niezbyt ciekawych indywiduów. Efekt jest więcej niż udany. Nawet jeśli widzowie przyzwyczajeni do gładkich formuł seriali kryminalnych będą narzekać na tempo i niewielką zawartość kryminału w kryminale, to i tak urzeknie ich sposób, w jaki Jane Campion snuje swą opowieść. „Tajemnica Laketop” jest jeszcze jednym dowodem na to, że to, co najciekawsze, dzieje się dziś w telewizji. Kino nie ma już czasu na pogłębianie charakterów, na długie rozprowadzanie intrygi, na budowanie sugestywnej atmosfery i skomplikowane emocjonalne napięcia między postaciami. Nie ma czasu, bo zajęte jest produkcją kolejnych ekstremalnie drogich i ekstrawaganckich fajerwerków wizualnych. Detektyw Robin Griffin (znakomita Elizabeth Moss) prowadzi śledztwo w sprawie 12-letniej Tui. Dziewczynka jest w piątym miesiącu ciąży i niedawno próbowała się zabić. Nie chce wyjawić, kto jest ojcem dziecka. Wkrótce ucieka na pustkowie. Tymczasem w miasteczku Laketop dzieje się wiele innych rzeczy: ginie miejscowy agent nieruchomości, nauczyciel tańca okazuje się pedofilem, a miejscowe czarne charaktery (dziwnym trafem rodzina małej Tui) mają własne wyobrażenia na temat tego, kto i czemu jest winien. W dodatku miejscowa policja to nie anioły, na pobliskim odludziu pojawia się dziwna ni to sekta, ni to grupa terapeutyczna dowodzona przez charyzmatyczną przewodniczkę (Holly Hunter, niemal nie do poznania). Część krytyków obwołała „Tajemnicę Laketop” następcą „Twin Peaks”, ale to porównanie akurat nie ma sensu. Produkcja Davida Lyncha była dziełem mieszającym wątki nadnaturalne z realistycznymi i chwilami wręcz epatującym lynchowskimi obsesjami oraz udziwnieniami. Serial Jane Campion (jest także współautorką scenariusza) to zdecydowanie bardziej opowieść o ludziach. I to ich tajemnice bardziej ciekawią twórców – atmosfera niepokoju i tajemniczości powstaje przy okazji, a nie jest celem samym w sobie. Jeśli już miałbym szukać przybliżeń, to rzekłbym, że jest w „Tajemnicy Laketop” klimat filmów Petera Weira i amerykańskiego reżysera Johna Saylesa („W zawieszeniu”). I wrażliwość Jane Campion. Przyznacie, że to same dobre rekomendacje.