Sprzedawca diamentów trafia do Sankt Petersburga, gdzie zamiast obiecanych klejnotów czekają go kłopoty z rosyjskim gangsterem i konkurencją z RPA, a trop prowadzi na Syberię. Najciekawszy okazuje się wątek romansowy, oparty na ekranowej chemii Keanu Reevesa i Any Ularu w roli Katii. Jako thriller sensacyjny film wypada jednak średnio: rozpada się na dwie różne opowieści, dezorientując i widza czekającego na krwisty kryminał, i kibica romansu, a Reeves między odsłonami Johna Wicka sprawia wrażenie, że rozmienia się na drobne.
Sprzedawca diamentów przybywa do Sankt Petersburga, ale zamiast oczekiwanego wspólnika spotyka kłopoty. Obiecanych klejnotów brak, rosyjski gangster (nabywca gorącego towaru) się niecierpliwi, konkurencja z RPA krąży po okolicy, a trop prowadzi na Syberię, gdzie amerykański turysta napotyka seksowną właścicielkę kawiarni oraz mało przyjaznych tubylców. Wątek romansowy jest w tym wszystkim najciekawszy, zwłaszcza że jest na ekranie prawdziwa chemia między Keanu Reevesem a rumuńską aktorką Aną Ularu grającą Katię. Jako thriller sensacyjny „Syberia” sprawdza się średnio. Wyszły z tego dwie różne opowieści, opatrzone zakończeniem katapultującym cały film w jeszcze inne rejony. W efekcie każdy jest zdezorientowany – i ten, kto oczekiwał krwistego kryminału, i ten, kto kibicował romansowi. Keanu Reeves pracuje ostatnio sporo, ale widać, że pomiędzy kolejnymi odsłonami „Johna Wicka” rozmienia się na drobne.