Kino science fiction klasy B kusi obecnością Keanu Reevesa, jednak historia o skopiowaniu ludzkiego umysłu do człekokształtnej maszyny i sporze z niezadowoloną korporacją okazuje się banalna, a scenariusz obfituje w oklepane schematy. Reżyser Jeffrey Nachmanoff, wcześniej twórca telewizyjny, ponosi tu porażkę, choć budżet 30 mln dolarów zapewnił przyzwoitą stronę wizualną. Keanu Reeves ostatnio nie przebiera w rolach, co po „Syberii” ponownie się na nim mści.
B-klasowe kino science fiction kuszące Keanu Reevesem w roli głównej, ale szybko odkrywamy, że cała ta zabawa jest po nic. Naukowiec, który pracuje nad przekopiowaniem ludzkiego umysłu do człekokształtnej maszyny; zła korporacja, która nie jest z niego zadowolona; ukochana rodzina, która ginie w wypadku, więc jedyną drogą ratunku jest… Tak, resztę możecie sobie dopowiedzieć. Reżyser Jeffrey Nachmanoff sprawdził się wcześniej jako twórca telewizyjny, teraz ponosi zasłużoną porażkę. Co z tego, że obrazki wyglądają nieźle (budżet 30 mln dol.), skoro w scenariuszu banał goni banał? Keanu Reeves nie jest ostatnio wybredny i za to płaci. Raz trafi nieźle ( „John Wick”), innym razem kiepsko (ostatnio „Syberia”, teraz „Replikanci”). Co następnego wyrzuci bęben maszyny losującej?