ReżyseriaClint Bentley
WystępująJoel Edgerton, Clifton Collins Jr.
Rok produkcji2025

Nastrojowa i refleksyjna ekranizacja prozy Denisa Johnsona opowiada o miłości, stracie i sensie zwyczajnego życia na amerykańskim pograniczu.

„Sny o pociągach” to jeden z najlepszych filmów 2025 r.; przemknął jednak niemal niezauważony między niezliczonymi premierami Netflixa ostatnich miesięcy. Za ekranizację krótkiej, elegijnej powieści Denisa Johnsona zabrał się Clint Bentley, reżyser m.in. filmów „Dżokej” i „Sing Sing”. Ten drugi film doczekał się nominacji do Oscara za scenariusz adaptowany. „Sny o pociągach” wpisują się w wielką mitologię Ameryki jako kraju pogranicza – życie Roberta Grainiera toczy się tam, gdzie cywilizacja dopiero powoli buduje przyczółki, między surową przyrodą i równie surowymi ludźmi.

Zarówno książka Johnsona, jak i film Bentleya przywołują atmosferę XIX-wiecznej prozy Willi Cather, która tak wiele uwagi poświęcała pionierom i imigrantom budującym na Dzikim Zachodzie nowe życie. Ameryka usiana jest ich szczątkami. Po jednych zostały prosperujące farmy i kwitnące miasta. Po innych zaginął ślad, gdy trawa porosła bezimienne groby. Grainier (wybitna rola Joela Edgertona) należał będzie zapewne do tych drugich. Przybywa na świat z pustymi rękami, odchodzi z niego równie ubogi, nie znaczy to jednak, by jego życie nie miało sensu. Spotkał prawdziwą miłość, zaznał szczęścia rodzicielstwa i tragedii straty. Gdy pracował – nie szczędził sił. Kiedy odpoczywał – oszałamiał go widok boskiej kreacji, choć wiele czasu musiało upłynąć, by w pełni dostrzegł jej piękno. Choć życie to tylko chwila, to doczesny znój zdaje się nie mieć końca. Szkoda jednak każdego momentu i niezależnie od bólu żyć jest lepiej, niż nie żyć. Nastrojowy, refleksyjny film Bentleya przypomina medytacyjne kino Terrence’a Malicka. Szczególnie to wcześniejsze, zanim twórca „Ukrytego życia” przeszedł od obrazów religijnego synkretyzmu do dzieł głęboko chrześcijańskich. Na osobne pochwały zasługuje drugoplanowa, niewielka rola Williama H. Macy’ego, godna bez wątpienia (jak i rola Edgertona) oscarowej nominacji. Tak rzadko kręci się dziś podobne filmy: nie dość, że na podstawie naprawdę dobrej literatury, to jeszcze o prawdziwych dramatach prawdziwych ludzi. Nie wierzyłem, że można nowelę Johnsona zekranizować. Cieszę się, że Bentley udowodnił, że nie miałem racji.

← PoprzedniaNastępna →