Błyskotliwa miniseria zestawia losy uczciwego prezydenta Jamesa Garfielda i jego obłąkanego zabójcy, odsłaniając zarazem kulisy partyjnego nepotyzmu w Ameryce końca XIX wieku.
Niewielu o nich pamięta, choć obaj chcieli pozostawić ślad na piaskach historii. James Garfield, 20. prezydent USA, zapowiadał się na dobrego przywódcę, jego uczciwość była niepodważalna i miał wielkie plany na przyszłość. Kilka miesięcy po wyborze na prezydenta został ciężko postrzelony (wkrótce zmarł) przez Charlesa Guiteau, który przekonany był, że swym czynem zapewnił sobie nieśmiertelność. W miniserii Netflixa „Śmierć od pioruna” Garfielda gra Michael Shannon, a Guiteau – Matthew Macfadyen – i obaj wykonują świetną robotę. Losy cenionego polityka i śliskiego mitomana pokazane są
równolegle, w trzech miejscach przeplatają się ze sobą. Obaj próbują odgadnąć, dokonania jakiego dzieła wymaga od nich opatrzność. Guiteau odgaduje fatalnie. Ale – to jeden z morałów – Ameryka jest dla wszystkich. Jeśli ma być krajem równych szans, to musi się w niej znaleźć miejsce i dla jednostek wybitnych, i dla szaleńców, choć czasem płacona za to cena jest wysoka. Fascynujące rzeczy dzieją się na drugim planie, gdzie poznajemy kulisy amerykańskiej polityki roku 1880 i następnego. Używając ulubionego terminu Pawła Kukiza, w kraju panuje patriokracja. Każde wygrane wybory, federalne, stanowe czy lokalne, to okazja, by wyrzucić z roboty wszystkich nominatów poprzedniej władzy i obsadzić stanowiska swoimi: teraz niech oni się bogacą. Garfield obiecuje z tym skończyć i jest to jeden z powodów, dla których zostanie prezydentem. Szczególnie lukratywne są posady w komorach celnych. Najważniejszą z nich, nowojorską, kontroluje gwiazda lokalnej polityki Roscoe Conkling (Shea Whigham). Jego prawą ręką jest niejaki Chester A. Arthur (świetna rola Nicka Offermana), który w wyniku rozgrywek wewnątrzpartyjnych zostanie wiceprezydentem u boku Garfielda. A po jego śmierci – prezydentem, i to naprawdę dobrym, choć nikt się tego nie spodziewał po osobniku przedstawionym na ekranie jako opój, żarłok, osiłek i zwolennik fizycznej przemocy. Niezbadane są wyroki losu, śmierć Garfielda wstrząśnie Arthurem i głęboko go przemieni. A uchwalone wkrótce prawo wymierzone w partyjny nepotyzm odmieni amerykańską politykę. Ameryce walka z tym rakiem zajęła 100 lat. Ciekawe, ile potrwa w III RP.