Familijna kontynuacja przygód Ginger i jej stada zamienia ucieczkę z farmy w ciepłą, pełną brytyjskiego humoru misję ratunkową inspirowaną filmami o Bondzie.
Niemal ćwierć wieku minęło, więc hodowcy kurczaków stali się sprytniejsi, a same kurczaki – odważniejsze. Ale tylko te, którym udało się prysnąć z farmy pani Tweedy w finale „Uciekających kurczaków” (2000). Dziś Ginger, Rooster i reszta ferajny żyje bezpiecznie na wyspie pośrodku jeziora. Ale gdy ich córka Molly da się zwieść opowieści o szczęśliwej farmie i ucieknie z domu, wtedy trzeba będzie rozpocząć ekspedycję ratunkową. „Uciekające kurczaki” były parodią filmów o ucieczkach z obozów, ciąg dalszy („Uciekające kurczaki: Era nuggetsów”) to już zabawa motywami z serii o Bondzie. Rzekomo „szczęśliwa farma” to twierdza strzeżona
pilniej od kryjówek Blofelda, nie zabraknie też szalonego (ale na szczęście fajtłapowatego) naukowca. Nowe „Uciekające kurczaki” są równie zabawne jak poprzednie i chyba bardziej przystępne dla familijnej widowni od oryginału, który był jednak zabawą mroczną (nieustanne aluzje do wojennej, obozowej rzeczywistości). Teraz także idzie o życie więzionych (i ogłupianych) na futurystycznej farmie ptaków, ale opowieść jest o ton cieplejsza. R
eżyser Sam Fell (znamy go jako twórcę m.in. „Wpuszczonego w kanał”) dopisuje kolejny sukces do listy dokonań studia Aardman (serie „Wallace & Gromit” czy „Baranek Shaun”). Jego film
spodoba się dzieciakom i rozbawi dorosłych; ja nie miałem takiej frajdy, odkąd oglądałem „Iniemamocnych” Brada Birda. Choć rzecz zrobiona została na zamówienie Netflixa, to nie ma w niej ani krzty indoktrynacji, jest za dużo brytyjskiego humoru, co najlepiej możemy docenić, oglądając wersję oryginalną z napisami, czyli słysząc całą rewię akcentów z Wysp. Jednej rzeczy obronić się nie udało, czyli aktorów z pierwszej części w głównych rolach. Głosem koguta Roostera nie jest już Mel Gibson, którego zastąpił Zachary Levi. Z kolei w roli Ginger zamiast Julii Sawalha słyszymy Thandiwe Newton. Na szczęście Miranda Richardson powraca jako straszna pani Tweedy. Jedynymi niezadowolonymi po seansie mogą być miłośnicy fast foodu oraz notoryczni drobiożercy, ale chybna nawet oni będą odtąd nieco inaczej patrzeć na opakowania z napisem „od szczęśliwej kurki”.