„Piąta fala” marnuje obiecujący pomysł inwazji obcych na nudną, nieskomplikowaną opowieść z płaskimi nastoletnimi bohaterami.
Obcy przybyli – na niebie zawisł wielki statek, a potem zaczęły się kataklizmy: powodzie, epidemie, itd. Cztery fale ataku wybiły niemal całą ludzkość, piąta fala trwa i polega na szczuciu ludzi do wybijania siebie nawzajem. Obcy potrzebują naszej planety, starają się więc unicestwić ludzkość z jak najmniejszą szkodą dla środowiska. Wiele jestem w stanie wybaczyć filmom fantastycznym, ale nie nudę. Ekranizacja powieści Ricka Yanceya ma ten grzech na sumieniu. „Piąta fala” gatunkowo sytuuje się w okolicach młodzieżowych katastroficznych serii typu „Igrzyska śmierci”, ale najbliżej jej do „Intruza” Stephenie Meyer (tej od „Zmierzchu”). Fabuła jest jednak wielce nieskomplikowana, a nastoletni bohaterowie płascy. Kto szuka dobrych filmów tego typu, niech sięgnie po „Jutro, jak wybuchnie wojna” albo „Jeżeli nadejdzie jutro”. Na „Piątą falę” szkoda czasu. © ℗