Anomalisa, animacja, która podzieliła odbiorców, zasługuje na brawa za pomysł formalny – kukiełkami da się opowiadać o ludzkich dramatach. Główną słabością filmu jest jednak historia i przesłanie: mało ciekawa opowieść o kryzysie wieku średniego speca od motywacji, który ucieka od obiecujących relacji z kobietami. Akcja toczy się w tak powolnym tempie, że z żywymi aktorami byłaby nie do zniesienia, a pretensjonalność i udziwnienia łatwo tu wziąć za mądrość i oryginalność.
„Anomalisa” wzbudziła skrajnie odmienne reakcje – dla jednych to dzieło nowatorskie i głębokie, dla innych niezrozumiały humbug. Bliżej mi do tych drugich. Brawa za pomysł formalny – jak się okazuje, za pomocą kukiełkowej animacji można opowiadać o ludzkich dramatach. Jest jednak kłopot z historią i przesłaniem. Mamy tu kryzys wieku średniego nieciekawego speca od motywacji, który miał i ma kłopoty z wchodzeniem w relacje międzyludzkie. Ucieka od kobiet i związków, które wydają się wielce obiecujące. Tchórz, frajer czy może ofiara psychicznego schorzenia (jest w filmie i taka sugestia)? Dziwnie to wszystko mało ciekawe. Gdybyśmy oglądali tę intrygę opowiedzianą w takim tempie z użyciem żywych aktorów, pewnie po kwadransie widzowie cięliby sobie żyły smartfonami. Nie dajcie się nabrać: nie mylmy pretensjonalności i udziwnień z mądrością i oryginalnością.