Efektowna ekranizacja świata Warcrafta daje prostą eskapistyczną frajdę, lecz zawodzi płaską fabułą, słabymi dialogami i niewykorzystanymi aktorami.
Śmiertelna groźba zawisła nad Azeroth. Horda mocarnych orków wiedziona przez spaczonego zieloną magią wodza szykuje się do podboju nowego świata. Krasnoludy i elfy wymigują się od walki, obrona spocznie więc na barkach ludzi. Trudno dyskutować z pół miliardem dolarów wpływów i tytułem najbardziej kasowej ekranizacji gry komputerowej wszech czasów, ale trzeba. Film rozgrywający się w świecie Warcrafta ucieszył fanów i rozsierdził krytyków. Zgadzam się z jednymi i drugimi. Fabuła jest prosta, dialogi płaskie, aktorzy nie mają czego grać, więc wypadają miernie. A jednocześnie film dostarcza przyjemnie chorego eskapizmu, o który trudno dziś w kinie. Kto pamięta zaskoczenie, jakim było kiedyś pojawienie się na rynku księgarskim powieści ze świata gry „Dragonlance”, ten wie, o jakich prostych przyjemnościach mówię. © ℗