Recenzent krytykuje miniserial za przewidywalną zagadkę, niewykorzystany temat samotności w wielkim mieście oraz konwencjonalną oprawę podporządkowaną gwiazdom obsady.
cyklu: kłopoty pierwszego świata. Zamożna para z Manhattanu jawi się wszystkim jako związek idealny: mąż – lekarz, żona – wzięta psychoterapeutka, do tego utalentowany dzieciak. Wszystko runie w gruzy, gdy mąż zniknie, a świeżo poznana znajoma zostanie zamordowana. W dodatku policja zacznie nachodzić nieszczęśliwą heroinę – znaczy żonę, znaczy psychoterapeutkę – podejrzewając, że kryje ona męża podejrzewanego o morderstwo. „Od nowa” to ekranizacja powieści Jean Hanff Korelitz wydanej w Polsce kilka lat temu pt. „Nie chciałeś wiedzieć”. Książki pani Korelitz to literacka konfek-
cja, podobnie jak ekranizowane w ostatnich latach przez HBO inne bestsellery z gatunku „wzruszające thrillery”: „Wielkie kłamstewka” czy „Ostre przedmioty”. (Innymi przykładami tego podgatunku były kinowa „Dziewczyna z pociągu” czy serial Hulu „Małe ogniska”). Miniserial reżyserowany przez Susanne Bier („W lepszym świecie”, „Nie otwieraj oczu”) głęboko rozczarowuje. Zagadka kryminalna jest prościuteńka, rozstawienie figur na szachownicy oczywiste. A to, co najciekawsze, czyli samotność w wielkim mieście, drapieżność świata współczesnej socjety, manhattańskie targowisko próżności – wszystko to pozostaje niewyeksploatowane.
Jedną z sił napędowych projektu była Nicole Kidman, która króluje na ekranie do tego stopnia, że można się zastanawiać, czy przypadkiem ciągle nie napominała operatorów, żeby ją częściej pokazywali: oto, jak cierpię, oto, jak ładnie mi w rozmaitych kostiumikach, oto, jak świetnie wyglądam na siłowni. Hugh Grant, który niedawno w „Dżentelmenach” Guya Ritchiego błysnął formą i kreacją zupełnie sprzeczną ze swoim ekranowym wizerunkiem amanta, w „Od nowa” wygląda jak parodia samego siebie sprzed lat. Nie warto się nabierać na zgrabne zwiastuny i głośne nazwiska, mamy do czynienia z czymś nieco tylko lepszym od popularnych harlequinów. Wszystko tu jest do bólu konwencjonalne: groźny, acz w gruncie rzeczy sympatyczny policjant (w tej roli Édgar Ramírez), odpowiednio patriarchalnie wyglądający Donald Sutherland jako ojciec głównej bohaterki. „Wielkie kłamstewka” tej samej stacji też nie były arcydziełem, ale w kategorii obyczajowego fast foodu w wersji glamour sprawdzały się o niebo lepiej.