Główną słabością filmu jest brak spójnej wizji tytułowego bohatera — obraz nie rozstrzyga, czy Piłsudski ma być wizjonerem, terrorystą, romantykiem czy tyranem, przez co ciekawy portret się nie wyłania. Nawet słynna scena napadu na pociąg w Bezdanach wypada zadziwiająco bezbarwnie, a film obiecuje więcej, niż ostatecznie dostarcza. Istotnym zarzutem są też plansze informacyjne wstawiane między sceny — świadectwo braków budżetowych i niespójnego scenariusza, przez który aktorzy, mimo starań, mogą niewiele.
Zaczyna się od znakomitej sceny w więzieniu, gdzie rosyjscy lekarze debatują nad uwięzionym Piłsudskim, a jego towarzysze organizują śmiałą ucieczkę. Tyle że samej ucieczki już nie widzimy. To symboliczny skrót całego filmu, który wiele obiecuje, ale niewiele dostarcza. Nawet słynna scena napadu na pociąg w Bezdanach jest zadziwiająco bezbarwna. Reżyser nie wie, jaką historię chce opowiedzieć, czy jego Ziuk ma być śmiałym wizjonerem, terrorystą, romantykiem, czy tyranem. Macza palce we wszystkich farbkach, lecz ciekawy obraz się z tego nie wyłania. W dodatku między poszczególnymi scenami dostajemy plansze informujące, co się tymczasem wydarzyło. Traktuję to jako wyraz bezradności i braków w budżecie oraz – niestety – obciachu i kłopotów ze spójnym scenariuszem. Żal aktorów, którzy robią, co mogą, ale mogą niewiele, bo materiał wyjściowy pełen jest sprzecznych wskazówek.