ReżyseriaChad Stahelski
WystępująKeanu Reeves, Donnie Yen
Rok produkcji2023

Pastisz zamienia się w pełnokrwisty mit o przemocy, regułach i cenie wolności.

Kto woli zapach benzyny i błysk na karoseriach szybkich fur, zostanie przy „Szybkich i wściekłych”. Ja, wybierając swoją bezpretensjonalną rozrywkę na lato, będę wierny zbolałej minie Keanu Reevesa. 15 czerwca w streamingu pojawił się w Polsce „John Wick 4” i jestem pewien, że będzie bił rekordy w cyfrowej sprzedaży, tak jak wcześniej było to w USA. Coś, co zaczęło się jako jednorazowa wprawka w trudnej sztuce pastiszu, przerodziło się w jedną z najbardziej kasowych i efektownych serii kina akcji w historii. Chwaliłem pierwszy film za czarny humor i za warstwę wizualną oraz energię („Do Rzeczy” 22/2015), martwiłem się lekkością, z jaką Wick likwiduje kolejnych wrogów (wtedy było to 76 trupów). Nie wiem, ile wynosi ostateczny bilans ofiar, wiem za to, że seria Chada Stahelskiego wyminęła ten problem, bo okazało się, że jest to coś więcej niż pastisz. W kolejnych filmach konsekwentnie budowano osobny surrealistyczny świat, w którym przemoc jest jedynym językiem zrozumiałym dla uczestników gry o przetrwanie. Patrzmy zatem na przesłanie, a nie na obryzgane krwią dekoracje. Oto historia perfekcyjnego zabójcy, który najpierw mści się na krzywdzicielach, a potem próbuje wyrwać się ze świata, z którego ucieczki ponoć nie ma. Ten świat ma swoje reguły, ale zaczynają one być niebezpiecznie naginane, by zaszkodzić naszemu bohaterowi. I okazuje się, że seria „John Wick” to przypowieść, która mogłaby być westernem, filmem samurajskim albo nieznanym opowiadaniem Andrzeja Sapkowskiego. Mniejsza o krew na rękach kilera, smutniejsze jest to, że ci, którzy go otaczają, zapominają o znaczeniu słów „przyjaźń”, „lojalność”, „honor”. Świat uczciwy (nawet tak odrealniony jak uniwersum Wicka) to ten, w którym uczciwości dochowują obie strony. Gdy dzieje się inaczej, trzeba równowagę przywrócić. Wick staje się jednocześnie tragicznym ostatnim sprawiedliwym oraz uosobieniem marzeń zwykłego człowieka o zemście na tych, którzy dla własnej korzyści naginają reguły. Filmy numer jeden i trzy są dobre, dwójka od nich nieco odstawała; część czwarta jest imponującym zwieńczeniem serii. Powstał perfekcyjny film akcji XXI stulecia, w którym wszystko imponuje: tempo, skala, pomysłowość. Opera śmierci, która sprawia, że dokonania tego gatunku już teraz dzielimy na dwa okresy: przed „Wickiem” i po „nim”.

← PoprzedniaNastępna →