Cyfrowo odrestaurowana wersja filmu Jerzego Hoffmana zachwyca jakością obrazu i dźwięku, sprawdzając się zarówno w kinie, jak i w domu. Twórcy skrócili pięciogodzinną epopeję do trzech godzin, łącząc dwie części w jedną, dynamiczną i barwną całość, mocniej eksponując wątek miłości Kmicica i Oleńki kosztem scen batalistycznych. Wśród wyciętych fragmentów są sceny z kultowymi dialogami, co może wywołać dyskusje rodzinne. Mimo skrótów „Potop” pozostaje imponującym pokazem rozmachu polskiego kina, trudnym dziś do znalezienia na ekranach.
Odnowiona cyfrowo wersja ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza zachwyca czystością i głębią obrazu, odzyskanymi kolorami i fenomenalnym dźwiękiem. Efekt pracy rekonstruktorów jest oszałamiający. To już samo w sobie byłoby wystarczającym powodem, by ponownie obejrzeć tę epopeję, powtarzając wraz z bohaterami znane wszystkim cytaty. Twórcy nowej wersji poszli jednak dalej, skrócili i przemontowali film Jerzego Hoffmana. Z pięciu godzin zostały trzy, zamiast dwóch części mamy jedną – dynamiczną, barwną, efektowną. Test kinowy wersja ta zdała na piątkę, na małym ekranie ogląda się ją równie dobrze. Oczywiście coś za coś – wśród scen, które wypadły, są i takie, które zawierały kultowe dialogi. Logika zmian była taka, by wyeksponować wątek miłości Kmicica i Oleńki, stanowiący główną oś fabularną, a wyrzucić część scen batalistycznych i fragmentów niepopychających akcji do przodu. Będzie się o co kłócić podczas rodzinnych projekcji, ale jedno nie ulega wątpliwości: nawet skrócony „Potop” to demonstracja potęgi polskiego filmu, której próżno dziś szukać w kinowych salach.