ReżyseriaTerrence Malick
WystępująAugust Diehl, Valerie Pachner
Rok produkcji2019

Malick tworzy metafizyczne arcydzieło o wierze, sumieniu i oporze wobec zła.

Nowy film Terrence’a Malicka wyrasta ponad wszystko, co w ostatnich latach pojawiło się w światowym kinie. „Ukryte życie” jest arcydziełem, które mogłoby wyjść spod ręki Roberta Bressona albo Andrieja Tarkowskiego, to niezwykłe osiągnięcie sztuki filmowej oddanej w służbę metafizyce, trzygodzinna medytacja o sensie cierpienia i tajemnicy wiary, można by także rzec „pasja według Malicka”. Amerykański twórca od zawsze kroczył osobną drogą, dając nam dzieła tak wybitne, jak „Badlands”, „Niebiańskie dni”, „Cienka czerwona linia”, i tak różne jak „Rycerz pucharów” czy „Podróż do Nowej Ziemi”.

„Ukryte życie” inspirowane jest życiem, męczeństwem i śmiercią Franza Jägerstättera (August Diehl), męczennika i błogosławionego Kościoła katolickiego. Austriacki rolnik powołany do armii Adolfa Hitlera odmówił przysięgi na wierność Führerowi i III Rzeszy, powołując się na wiarę katolicką i zostając najsłynniejszym więźniem sumienia drugiej wojny światowej. Malick opowiada jego historię, korzystając z zapisków, które po sobie pozostawił, koncentrując się na konflikcie między tym, co winniśmy Bogu, a tym, czego domagają się świeccy władcy tego świata. Jägerstätter podejmuje decyzję, choć tak wiele może utracić: cały świat sielskiej

doliny, gdzie żyje spokojnie z żoną (Valerie Pachner) i dzieckiem pod dachem nieba. Malick zderza majestatyczne obrazy przyrody z kruchością, nieistotnością i ulotnością ludzkiego istnienia, przypominając, że to my wnosimy do perfekcyjnego tworu rąk Bożych grzech nienawiści, gen zagłady. Wszyscy są przeciw Jägerstätterowi, a właściwie wszyscy próbują znaleźć dla niego akceptowalną wymówkę. Biskup troszczy się o los księży, ksiądz błaga, by pamiętał o rodzinie, którą osieroci, sędzia (znakomity epizod Brunona Ganza) pyta, czy wierzy, że jego gest, jego poświęcenie coś zmieni. Bóg chce jednak, by nasza mowa była „tak – tak, nie – nie”, w czym męczennik utwierdza się tym bardziej, im sroższym próbom jest poddawany. Świat jednak pamięta, choć zbyt rzadko, dodajmy – zbyt rzadko. A jakiż był sens tego cierpienia? „Kiedyś się dowiemy” – z przekonaniem mówi wdowa w finale tego niezwykłego dzieła, która wcześniej dała dowód własnej głębokiej wiary i bezbrzeżnej miłości w ostatniej rozmowie ze swoim ukochanym.

← PoprzedniaNastępna →