Kosmiczne widowisko z duszą działa jednocześnie jako thriller i intymna psychodrama.
Nagrodzony siedmioma Oscarami film Alfonso Cuaróna nie potrzebuje dodatkowych rekomendacji (przypomnijmy: wygrał między innymi w kategoriach Najlepszy Reżyser, Najlepsze Zdjęcia i Najlepsze Efekty Specjalne). Oprócz kolegów z branży (czyli członków przyznającej Oscary amerykańskiej Akademii Filmowej) komplementowali go zarówno krytycy, jak i publiczność (w ciągu dwóch miesięcy od premiery wpływy ze sprzedaży biletów kinowych przekroczyły na świecie pół miliarda dolarów). Rzadko zdarzają się wielkie widowiska z duszą – jak celnie podsumował jeden w recenzentów oglądających „Grawitację” podczas ubiegłorocznego festiwalu filmowego w Wenecji. Ze swojej strony dodam, że przede wszystkim nie jest to produkt jednorazowego użytku, jak to często bywa z blockbusterami. Oglądałem film Alfonso Cuaróna dwa razy w kinie i trzeci raz z przyjemnością na płycie Blu-ray nie tylko dlatego, że to produkcja idealna na duże ekrany porządnych telewizorów HD. Film broni się i jako wizualne cacko, jak i jako thriller, i jako psychodrama na dwie osoby (Sandra Bullock plus George Clooney zapadają w pamięć). Jego przesłanie jest niepokojące i smutne – dokądkolwiek się wybierzemy, zabierzemy ze sobą ludzkie kłopoty. W dodatku Kosmos (nawet bliski) jest dla nas miejscem wyjątkowo niegościnnym, choć zwodniczo pięknym. Pozostaje tylko i aż Ziemia.