Hamaguchi prowadzi widza przez labirynt winy, samotności i zbyt późnych tęsknot.
Ludzie żyją razem, bo się kochają; żyją razem także dlatego, że się nie kochają, ale wrośli w siebie, przyzwyczaili się do siebie, nauczyli nieść wspólne brzemię i teraz nie potrafią lub boją się rozstać. Pan Yūsuke, reżyser i aktor, oraz jego żona Oto dryfują powoli w odmiennych kierunkach. Czy oboje z równą prędkością i z podobnych powodów? Nigdy się nie dowiemy, wkrótce po odkryciu przez Yūsuke romansu żony, a przed bardzo ważną rozmową („musimy poważnie porozmawiać” – cóż za przerażające słowa dla zakochanych) Oto pada trupem. Dwa lata później Yūsuke, wciąż pogrążony w zgryzocie, powoli zaczyna odkrywać nieznane fakty z życia żony.
Nie jest to thriller ani melodramat, podobnie jak u cytowanego do znudzenia (moim zdaniem za często) Czechowa mamy do czynienia z dramatem zwyczajności: zwykłe jest to, że kochamy, że miłość więdnie, że czasem brakuje nam odwagi, a kiedy indziej trzeźwego spojrzenia. Ślepota głównego bohatera nie jest jedynie metaforyczna – z powodu jaskry coraz bliżej mu do chwili, kiedy nie będzie już mógł prowadzić samochodu. Podczas służbowego wyjazdu za kierownicą siada więc wynajęta przez gospodarzy dziewczyna. I Yūsuke, i Misaki żyją przygnieceni poczuciem winy. „Drive My Car”, najnowszy film Ryûsuke Hamaguchi, jest historią mozolnego i trudnego zdejmowania z siebie tego ciężaru. Film powstał na motywach opowiadania Harukiego Murakamiego ze zbioru „Mężczyźni bez kobiet”, scenarzysta Takamasa Oe wplótł w fabułę także wątki z innych jego utworów. Zaiste, powstał film bardzo w stylu mistrza opowieści o samotności i zbyt późnych tęsknotach. „Drive My Car” najpierw zdaje się zimny niczym ukryta w lodówce porcja sushi, ale później powoli wciąga widza w labirynt emocji, splatając misternie różne warstwy narracji: opowieści Oto, która pisane scenariusze wymyślała, głośno myśląc, dialogi bohaterów oraz ćwiczone do znudzenia dialogi z „Wujaszka Wani”. Film nagrodzono w Cannes za najlepszy scenariusz, jest także nominowany do Oscara w czterech kategoriach: najlepszy film, film nieanglojęzyczny, reżyseria oraz scenariusz adaptowany. Hamaguchi zyskał wielki rozgłos, na który zresztą zasługuje – twórca „Happy Hour”, „Asako. Dzień i noc” oraz „W pętli ryzyka i fantazji” z każdym filmem staje się twórcą ciekawszym i dojrzalszym.