Film zaczyna się jako czarna satyra o skandynawskich naukowcach, którzy zmniejszają chętnych do rozmiarów Tomcia Palucha, obiecując ludzkości oszczędności, podczas gdy ochotników przybywa, bo dolary zarobione w dużym świecie zyskują większą siłę nabywczą w mikroświecie. Pomniejszony Paul Safranek (Matt Damon) szybko odkrywa, że samotność, społeczne nierówności i poczucie braku sensu życia pozostają takie same niezależnie od rozmiarów. W miarę trwania seansu pazur satyry znika, a całość zamienia się w pogadankę edukacyjną.
Zaczyna się pysznie, bo od czarnej satyry: skandynawscy naukowcy zatroskani o przyszłość ludzkości opracowują rewolucyjny wynalazek – zmniejszają chętnych do rozmiarów Tomcia Palucha. Korzyści są oczywiste: teraz jedna krowa będzie mogła wykarmić tysiące chętnych, no i jaka oszczędność na wszystkim innym. Ochotników do życia w mikrospołecznościach przybywa, bo dolary zarobione w dużym świecie mają o wiele większą siłę nabywczą w małym. Pomniejszony Paul Safranek (Matt Damon) szybko odkrywa jednak, że samotność, społeczne nierówności i poczucie braku sensu życia są takie same niezależnie od rozmiarów. Całość robi wrażenie, jakby Payne, reżyser przecież wytrawny („Bezdroża”, „Spadkobiercy”), po wpadnięciu na nośny pomysł kompletnie nie wiedział, co z nim dalej zrobić. Pazur satyry znika, a film zamienia się w pogadankę edukacyjną.