Gangsterska opowieść o kobietach – policjantce infiltrującej handlarzy narkotyków, opiekunce do dziecka i żonie bandziora – które upokarzane przez mężczyzn próbują na różne sposoby zdobyć niezależność. Główną słabością filmu jest brak porządnego scenariusza: akcja pchana jest siłą woli reżysera, a całość rozpada się na scenki nierównej jakości. Sceny z Bogusławem Lindą i Olgą Bołądź da się oglądać, ale te z Agnieszką Dygant miejscami przekraczają granice parodii, a epatowanie brutalnością wygląda na wykalkulowany sposób na sławę i pieniądze.
Policjantka infiltrująca grupę handlarzy narkotyków, opiekunka do dziecka pracująca dla rodziny jednego z nich, żona bandziora zakochana w jego przystojniejszym i mądrzejszym bracie – główne bohaterki nowego filmu Vegi doznają ze strony mężczyzn rozmaitych upokorzeń i na różne sposoby próbują zdobyć niezależność. Bluzgi latają w powietrzu tak gęsto, że stare filmy Pasikowskiego to w porównaniu z tym filmem bajki dla przedszkolaków. Są dziwki, prochy, broń – jednym słowem, typowy Vega. Tradycyjnie brak tylko jednego: porządnego scenariusza, bo akcja pchana jest naprzód głównie siłą woli reżysera. Film rozpada się na scenki rozmaitej jakości. Te z Bogusławem Lindą oraz z Olgą Bołądź da się oglądać, te z Agnieszką Dygant (zwłaszcza rozprawa z grupą żoliborską) przekraczają chwilami granice parodii. Wytłumaczenia, że to polski realizm, nie kupuję. Można robić dobre filmy realistyczne i szokujące, można robić i złe. Vega wykalkulował, że do zdobycia sławy i pieniędzy wystarczy to drugie.