Joe Berlinger opowiada o seryjnym mordercy Tedzie Bundym z perspektywy zakochanej w nim kobiety, która niemal do końca nie wierzy w jego winę. Piotr Gociek chwali świetną Lily Collins oraz Zaca Efrona, którego chłopięcy urok potęguje grozę bezwzględnego manipulatora, i uznaje film za szarpiącą nerwy opowieść zarówno o zbrodniarzu, jak i medialnym spektaklu jego procesu.
Skala zbrodni dokonanych przez Teda Bundy’ego do dziś pozostaje tajemnicą. Za niektóre ze swych występków zapłacił śmiercią na krześle elektrycznym. Wiemy, że zamordował brutalnie wiele kobiet i że był potworem w ludzkiej skórze, który nie odczuwał współczucia. Walnie pomagał mu fakt, że bezlitośnie manipulował i wykorzystywał swe zalety: był przystojny, wykształcony, wielu mówiło „czarujący”. Joe Berlinger nakręcił o nim wstrząsający serial dokumentalny. Ten sam reżyser zaproponował nam także film fabularny, w którym o Bundym opowiada z punktu widzenia zakochanej w nim, niemal do końca wątpiącej w jego winę kobiety (świetna Lily Collins). W mordercę wcielił się Zac Efron. Jego chłopięcy urok czyni seryjnego mordercę jeszcze bardziej przerażającym. Powstała szarpiąca nerwy produkcja nie tylko o zbrodniarzu, lecz także o wielkim spektaklu medialnym, w który zamienił swój proces. © ℗ wyst. Zac Efron, Lily Collins, John Malkovich