Główną słabością „Od nowa” jest podporządkowanie produkcji gwiazdorskiej obsadzie: Nicole Kidman dominuje na ekranie w efektownych ujęciach, a Hugh Grant wypada jak parodia własnego dawnego wizerunku amanta. Istotny zarzut to skrajna konwencjonalność — od groźnego, lecz sympatycznego policjanta po patriarchalnie wyglądającego ojca głównej bohaterki. Mimo zgrabnych zwiastunów i głośnych nazwisk całość plasuje się niewiele powyżej poziomu harlequinów i przegrywa nawet z „Wielkimi kłamstewkami” tej samej stacji.
Jedną z sił napędowych projektu była Nicole Kidman, która króluje na ekranie do tego stopnia, że można się zastanawiać, czy przypadkiem ciągle nie napominała operatorów, żeby ją częściej pokazywali: oto, jak cierpię, oto, jak ładnie mi w rozmaitych kostiumikach, oto, jak świetnie wyglądam na siłowni. Hugh Grant, który niedawno w „Dżentelmenach” Guya Ritchiego błysnął formą i kreacją zupełnie sprzeczną ze swoim ekranowym wizerunkiem amanta, w „Od nowa” wygląda jak parodia samego siebie sprzed lat. Nie warto się nabierać na zgrabne zwiastuny i głośne nazwiska, mamy do czynienia z czymś nieco tylko lepszym od popularnych harlequinów. Wszystko tu jest do bólu konwencjonalne: groźny, acz w gruncie rzeczy sympatyczny policjant (w tej roli Édgar Ramírez), odpowiednio patriarchalnie wyglądający Donald Sutherland jako ojciec głównej bohaterki. „Wielkie kłamstewka” tej samej stacji też nie były arcydziełem, ale w kategorii obyczajowego fast foodu w wersji glamour sprawdzały się o niebo lepiej.