Netflix miesza Spielberga ze Stranger Things, ale zostawia wtórność i dziury w logice.
Sztandarowa premiera Netflixa na Dzień Dziecka okazała się fiaskiem bardziej spektakularnym od wypadków oglądanych na ekranie, a jest to inwazja obcych, którzy zamierzają unicestwić ludzką cywilizację. Zrządzeniem losu klucz do odparcia najeźdźców trafia w ręce czworga dzieciaków z letniego obozu, które muszą ów klucz dostarczyć w odpowiednie miejsce. Popłuczyny po Spielbergowskim kinie lat 80. zostały tu wymieszane z klimatami niby w stylu serialu „Stranger Things”. Komandosów bijących się z obcymi pożyczono zapewne z filmu „Inwazja: Bitwa o Los Angeles”, ale tamci dawali sobie z wrogiem radę dużo lepiej. Oryginalności za grosz, dialogi drugorzędne, sporo scen urąga logice. Reżyserem tego miszmaszu jest kryjący się za pseudonimem McG Joseph McGinty Nichol, twórca takich filmów jak „Terminator: Ocalenie” czy „Aniołki Charliego 2: Zawrotna szybkość”. Co wiele wyjaśnia. © ℗ wyst. Jack Gore, Miya Cech, Benjamin Flores Jr.