Prawdziwa historia pięcioletniego Saroo, który przez zbieg okoliczności trafia z centralnych Indii do oddalonej o 1,5 tys. km Kalkuty, zostaje uznany za sierotę i adoptowany przez rodzinę z Tasmanii, a po ćwierćwieczu próbuje odnaleźć biologiczną rodzinę. Pierwsza połowa filmu to sugestywny obraz życia w Indiach, druga - próba zmierzenia się z trudnymi pytaniami o tożsamość. Chłopiec rozdarty między kulturami oraz obie matki zyskują tu wymiar bohaterów tragicznych - to kino mądrzejsze, niż sugerowałaby etykietka ekranizacji bestsellera.
Historia niezwykła i prawdziwa – pięcioletni Saroo z centralnych Indii w wyniku fatalnego zbiegu okoliczności ląduje w Kalkucie – 1,5 tys. km od miejsca urodzenia. Uznany wkrótce za sierotę bez domu trafia do adopcji. Wychowuje go australijska rodzina z Hobart (Tasmania). Po ćwierćwieczu próbuje odnaleźć swoją dawną rodzinę. W tej historii kryje się dużo więcej, niż sugeruje powyższe streszczenie. Film debiutanta Gartha Davisa (dotąd w reklamie i w TV) przez pierwszą godzinę to sugestywny obraz życia w Indiach, w drugiej połowie zaś próba zmierzenia się z trudnymi pytaniami. Każda figura w tej opowieści to bohater tragiczny – chłopiec rozdarty między kulturami i lojalnościami; jego biologiczna matka (nigdy nie pogodziła się ze stratą), jego przybrana matka (dokonała własnych trudnych wyborów). Podkreślenie na koniec, że to prawdziwa historia, trochę jej nawet szkodzi, bo jest to kino dużo mądrzejsze niż zwykła ekranizacja bestsellera non-fiction.