Znudzone monotonią farmy owce chcą zafundować sobie dzień wolny, ale żart wymyka się spod kontroli: farmer traci pamięć i trafia do wielkiego miasta, pies wpada w łapy hycla, a dom opanowują świnie. Shaun rusza więc na ratunek, a za nim całe stado. Ta pełna slapstickowego humoru animacja bawi do łez, a jedynym mankamentem jest nieco rutynowy, mało emocjonujący finał.
Znudzone monotonnym życiem na farmie owce marzą o dniu odpoczynku, ale próba wprowadzenia do nudnego kieratu odrobiny luzu kończy się katastrofą: dotknięty amnezją farmer trafia na ulice wielkiego miasta, jego mądry pomagier pies Bitzer wpada w łapska hycla, a w pustym domu szaleją świnie. Baranek Shaun rusza więc do miasta z misją ratunkową, a reszta jego stada podąża za nim (to zrozumiałe: skądś wzięło się sformułowanie „owczy pęd”). Ta rewelacyjna animacja jest kinową wersją popularnego serialu twórców „Wallace’a i Gromita”, równie zabawną co oryginał. Sceny w salonie fryzjerskim, więzieniu dla zwierząt i seria slapstickowych numerów na farmie rozbawią was do łez. A jedyny powód, dla którego kinowy „Baranek Shaun” nie dostaje ode mnie sześciu gwiazdek, czyli oceny maksymalnej, to nieco rutynowy, mało emocjonujący finał, który nie dorównuje najlepszym błazenadom spod znaku Aardman Animations. Reszta jest perfekcyjna.