Starzejący się szeryf staje na drodze barona narkotykowego uciekającego do granicy supersamochodem. Piotr Gociek ocenia powrót Arnolda Schwarzeneggera jako całkowicie wtórne kino akcji: strzelaniny, wybuchy i pościgi wyglądają jak zapomniana produkcja klasy B z lat 80., lecz zamiast ekscytacji wywołują jedynie znużenie.
Poprzednią dużą rolę Arnie zagrał 10 lat temu („Terminator 3”). Teraz Schwarzenegger próbuje odbudować reputację i ożywić mit jednego z najbardziej kasowych (swego czasu) aktorów świata, Niestety, w opowieści o starzejącym się szeryfie, który próbuje zdybać wstrętnego barona narkotykowego wyposażonego w dodatku w superbrykę, nie ma ani jednej rzeczy, której nie widzielibyśmy już w jakimś innym filmie. A czasy, kiedy na argument: „No, ale przecież jest tu Arnold!” wszyscy zamykali jadaczki, dawno już minęły. Ten film mógł powstać w latach 80. – dziś opisywalibyśmy go jako ramotkę z półki „zapomniane filmy klasy B”, coś na poziomie „Jak to się robi w Chicago”. Są strzelaniny, wybuchy, pościgi, ale zamiast ekscytacji czujemy znużenie. Arnie ma w planach kolejne filmy, ale lepiej już chyba nie będzie. Piotr Gociek