„Lawa” to hipnotyzująca filmowa opowieść o „Dziadach” Adama Mickiewicza, uznawana za jedno z najważniejszych polskich dzieł ostatniego półwiecza. To ostatni film w reżyserskiej karierze Tadeusza Konwickiego, twórcy związanego z polską szkołą filmową i scenarzysty takich dzieł jak „Faraon” czy „Austeria”. Nietypowa forma kolażu broni się znakomicie, aktorstwo jest wyśmienite, a obraz mimo upływu lat nie stracił nic ze swojej siły i wciąż daje widzowi bogaty materiał do przemyśleń.
Wznowienie jednego z najważniejszych polskich filmów powstałych w ostatnim półwieczu – pięknie obmyślonej, cudnie zagranej i hipnotyzującej „opowieści o »Dziadach« Adama Mickiewicza”, jak sam zatytułował swe zmagania z wieszczem i polską historią Tadeusz Konwicki. Nakręcony w roku 1989 film był ostatnim w karierze reżyserskiej autora „Małej apokalipsy” (rozpoczętej, warto przypomnieć, „Ostatnim dniem lata” w 1958 r.). Konwicki był, rzecz jasna, postacią przerastającą swe filmy – scenarzysta („Faraon”, „Jowita”, „Austeria”), pisarz („Kronika wypadków miłosnych”), spiritus movens klasycznych dzieł polskiej szkoły filmowej. „Lawa” w podobny sposób przerasta inne kinowe dokonania polskich twórców z czasów transformacji ustrojowej i szerzej, ostatniej dekady XX w. Film Konwickiego się nie zestarzał, nietypowa forma kolażu broni się znakomicie, robota aktorska jest wyśmienita, a materiał do przemyślenia – pozostał.