Manolo i Joaquin rywalizują o względy Marii, nie podejrzewając, że ich losy są elementem zakładu między władcami zaświatów La Muerte i Xibalbą. Film zachwyca niezwykle bogatą kolorystyką, energiczną animacją w szalonym tempie oraz zaskakującymi, przerobionymi coverami znanych przebojów rockowych i popowych. Mimo wyraźnego ładunku dydaktycznego dotyczącego roli kobiet i empatii wobec zwierząt, humor, często czarny, sprawia, że produkcja ani przez chwilę nie nuży.
Film zabawny, ekstremalnie kolorowy, pełen wdzięku, niezwykłych bohaterów i zaskakującej muzyki (zakręcone covery hitów rockowych i popowych). Nakręcony za amerykańskie pieniądze, jest owocem przede wszystkim meksykańskich talentów i wrażliwości. Producentem jest Guillermo del Toro („Labirynt fauna”, „Pacific Rim”), a reżyserem Jorge R. Gutiérrez, twórca popularnego serialu animowanego „El Tigre”. Dwóch dzielnych młodzieńców, Manolo i Joaquin, stara się o rękę pięknej Marii. Jeden jest niechętnym torreadorem (woli gitarę), a drugi pogromcą złoczyńców, próbującym śmiałością dorównać nieżyjącemu ojcu. Obaj nie wiedzą, że ich rywalizacja to tak naprawdę efekt zakładu między piękną panią La Muerte i złośliwym Xibalbą, którzy władają zaświatami. Tych warstw jest zresztą w filmie więcej, a nie najmniej istotną jest wielki ładunek dydaktyki (chodzi zwłaszcza o rolę kobiet w społeczeństwie i empatię wobec zwierząt). Na szczęście w „Księdze życia” jest tak wiele humoru (często wisielczego) i jest tak zachwycająca animacja prowadzona w szalonym tempie, że owe pouczenia nie nudzą. Aż dziw, że zabrakło nominacji do Oscara.