Jason Statham gra weterana z Afganistanu, który ukrywa się przed sądem wojennym wśród londyńskich bezdomnych i staje w obronie krzywdzonej prostytutki; Agata Buzek to siostra Krystyna, zakonnica wydająca posiłki ubogim. Główną słabością filmu jest próba opowiedzenia naraz o imigrantach, narkotykach i brudnych wojnach, przez co akcja rusza i się potyka, przypominając polskie kino ze snującym się bohaterem. Istotny zarzut to też absurdalny obraz Polski oraz ambicja nakręcenia Bardzo Ważnego Filmu kosztem prawdy, dobrego smaku i poczucia humoru.
Koliber” to film ewidentnie zły, ale poszerza naszą wiedzę niebywale. O czym? Między innymi o tym, jak widzą Polskę w Anglii i o ambicjach niektórych filmowców. Etatowy brytyjski twardziel Jason Statham gra tu weterana z Afganistanu, który ukrywa się przed sądem wojennym wśród bezdomnych na ulicach Londynu. Statham zapija się na śmierć, bo życie jest podłe i ciężkie, ale w obronie bitej przez sutenerów i klientów prostytutki potrafi wykrzesać z siebie nieco ochoty na odkupienie i zemstę. Agata Buzek to z kolei siostra Krystyna – zakonnica wydająca bezdomnym ciepłe posiłki. Zmienne relacje między tą parą są główną osią filmu, który oprócz tego próbuje być opowieścią o wszystkim: o nielegalnych imigrantach, o tym, że nieładnie jest handlować narkotykami, o wstrętnym rządzie, który prowadzi dalekie i brudne wojny etc. Akcja rusza z miejsca, potem znów staje i potyka się niczym pijany Statham. Wygląda to często jak typowo polska produkcja, czyli tzw. snuj (bohater się snuje i cierpi). Tyle że na dużo wyższym poziomie technicznym. O Polsce dowiadujemy się z tego filmu, że to kraj, w którym dziewczynki gwałcone przez wychowawców i tnące ich w rewanżu nożem wysyła się za karę nie do więzienia, lecz do klasztoru (!). O ambicjach reżysera Stevena Knighta (wcześniej wziętego scenarzysty) – że marzy o nakręceniu Bardzo Ważnego Filmu o Poważnych Sprawach, w związku z czym nie cofnie się przed niczym. Nawet przed wyrzuceniem za okno prawdy, dobrego smaku i poczucia humoru.