ReżyseriaGoran Kapetanović
WystępująGizem Erdogan, Amed Bozan, Aliette Opheim, Nora Rios
Rok produkcji2020

Szwedzki serial splata walkę służb z planowanym zamachem dżihadystów z wielowątkową historią kobiet uwikłanych w radykalizm. Piotr Gociek chwali realistyczny obraz werbowania młodych dziewcząt, problemów z asymilacją kolejnych pokoleń imigrantów oraz moralnych dylematów funkcjonariuszy, a także napięcie utrzymywane do samego końca.

W

„Kalifacie” udało się spleść w emocjonujący sposób dwie opowieści. Pierwsza to walka służb o udaremnienie zamachu planowanego przez dżihadystów w Szwecji, druga to wielowątkowa historia społeczna. Przede wszystkim to rzecz o kobietach dżihadu (i jednej walczącej z terrorem jako pracowniczka szwedzkich służb specjalnych). Punkt widzenia wybrano świetnie: dobrze się opowiada fabułę z perspektywy outsiderów (wszyscy wiedzą, jakie miejsce w świecie dla kobiet przewidują bojownicy ISIS), po drugie uzyskujemy wgląd w życie codziennie zarówno radykałów na Bliskim Wschodzie, jak i rodzin

żyjących od lat na Zachodzie. Po trzecie wreszcie obserwujemy na ekranie uwodzenie i pranie mózgu jednocześnie, czyli jak łatwo młode dziewczęta padają ofiarą wytrawnych manipulatorów, obiecujących im cudne życie w egzotycznych krajach, a tak naprawdę poszukujących niewolnic lub mięsa armatniego dżihadu. Wilhelm Behrman (twórca serialu) i wspomagający go scenarzyści nie musieli niczego na siłę wymyślać, sięgnęli po wątki z pierwszych stron gazet i przetworzyli je fabularnie. Niemal każdy kraj Europy zmaga się z tym problemem – zagubieni, kontestujący pusty, bezreligijny i konsumpcyjny styl życia Zachodu młodzi ludzie zwracają

uwagę ku tym, którzy obiecują życie (a czasem i śmierć) „w imię czegoś”. To ciekawe, że tak mocna produkcja na ten temat powstała w głęboko zsekularyzowanej Szwecji. Kolejny problem przedstawiony w „Kalifacie” to kłopoty z asymilacją drugiego, czasem trzeciego pokolenia muzułmańskich imigrantów. Powstało na ten temat w ostatnich latach kilka ciekawych filmów, ostatnio „Młody Ahmed” braci Dardenne, wcześniej brytyjski komediodramat „Cztery lwy”. Żeby nie było jednostronnie, dostajemy też moralnie wątpliwy obraz z życia tych, którzy z terrorem walczą. Czy cel uświęca środki? Czy zaangażowani w tajne rozgrywki wewnątrz jeszcze bardziej tajnych operacji funkcjonariusze nie tracą z pola widzenia wartości ludzkiego życia i obywatelskich wolności? Wyszedł z tego „Homeland” na poważnie, czyli zaskakująco dobry serial i jedna z ciekawszych premier tego roku. Zamiast perypetii jak z powieści Roberta Ludluma dostajemy bowiem wielką dawkę realizmu, co nie przeszkadza w utrzymaniu napięcia do samego końca.

← PoprzedniaNastępna →