Za kolorową, luksusową opowieścią o absurdalnie bogatych Azjatach Piotr Gociek dostrzega historię dzieci próbujących sprostać wymaganiom rodziców, którzy nie chcą uznać prawa kolejnego pokolenia do własnych sukcesów i porażek. Chwali imponujący wigor, wystawną oprawę, humor i serce filmu Jona M. Chu, a szczególnie mistrzowską kreację Michelle Yeoh jako zawiedzionej i wymagającej matki.
To nie jest film o ludziach bogatych, lecz o ludziach absurdalnie bogatych. No i wielka kolorowa luksusowa reklama wszystkiego, co chińskie: Szanghaju, linii lotniczych oraz pięknych Chinek i Chińczyków. Za tą zasłoną ekstrawagancji kryje się na szczęście coś jeszcze: opowieść o tym, jak trudno dzieciom spełniać wymagania rodziców, zwłaszcza gdy ci nie rozumieją, że kolejne pokolenie ma prawo do własnych sukcesów i porażek. Przesłanie mało odkrywcze, ale wigor, z jakim opowiedziano tę historię, jest imponujący. Dziedziczka chińskiej fortuny przybywa do domu z ubogim narzeczonym – proszę obserwować uważnie, jak mistrzowską kreację tworzy Michelle Yeoh w roli zawiedzionej, wymagającej matki. Film Jona M. Chu to także uczta dla oka, bo opowieść o bogaczach musi wyglądać (i wygląda!) odpowiednio wystawnie. Od czasu „Diabeł ubiera się u Prady” nie oglądałem tak zgrabnie zrobionej kinowej konfekcji. Tak jak w tamtym filmie znalazłem tu i humor, i serce. © ℗