Nominowany do Oscara scenariusz stawia na błyskotliwe, gadane dialogi – pierwsza część historii pakistańskiego komika i jego amerykańskiej sympatii przypomina filmy Woody’ego Allena i sitcomy w stylu „Kroniki Seinfelda”, w drugiej ta miłosna historia zmienia się w utrzymany w takcie melodramat. Poza romansem film pokazuje kulturową odmienność, wątki rasizmu, trudne relacje z rodzicami i spóźnione dojrzewanie, a fabuła czerpie z autentycznych doświadczeń, w tym z tego, jak główny aktor poznał i poślubił swoją żonę.
Nominacja do Oscara za najlepszy scenariusz była w pełni zasłużona: „I tak cię kocham” to kino gadane w najlepszym wydaniu, gdzie wszystko zależy od tekstu. Pierwsza połowa historii początkującego pakistańskiego komika i jego amerykańskiej sympatii przypomina trochę filmy Woody’ego Allena, a trochę sitcom „Kroniki Seinfelda”: mnóstwo dialogów niby o niczym, ale za to celnych i zabawnych. W drugiej połowie mamy już melodramat, ale serwowany z taktem. I okazuje się też, że ta romantyczna komedia to także opowieść o kilku innych sprawach: kulturowej odmienności (momentami i o rasizmie), trudnych relacjach dzieci z rodzicami, spóźnionym dojrzewaniu. Kumail Nanjiani, aktor i komik znany polskiej publiczności przede wszystkim z serialu „Dolina Krzemowa”, spisał się świetnie w głównej roli, zaś do scenariusza włożył mnóstwo własnych doświadczeń. Trudno w to uwierzyć, ale pomysł na fabułę też wziął się z życia: tak właśnie Kumail poznał i poślubił swą żonę Emily.