ReżyseriaChloé Zhao
WystępująJessie Buckley, Paul Mescal, Emily Watson, Jacobi Jupe
Rok produkcji2025

Film przedstawia małżeństwo Williama Szekspira i Agnes Hathaway, śmierć ich syna Hamneta podczas epidemii oraz spekulacyjną przemianę rodzinnej żałoby w „Hamleta”. Piotr Gociek docenia sprawną reżyserię, piękne zdjęcia Łukasza Żala, solidne aktorstwo, dziecięce role i poruszający finał, lecz uważa dzieło za sztuczne i pretensjonalne. Krytykuje sprowadzenie geniuszu Szekspira do traumy, emocjonalny szantaż, przeciwstawienie pogańskiej natury cywilizacji oraz umniejszenie dramaturgowi na rzecz mistycznie przedstawionej Agnes.

Mam film „Hamnet” Chloé Zhao, który właśnie trafił do polskich kin, za dzieło sztuczne i pretensjonalne, choć czytam wszędzie, jakie jest oryginalne i intrygujące

Hamnet” to film o rzeczy najważniejszej dla pokolenia płatków śniegu: o traumie. Trauma – jak wiadomo – to dziś słowo klucz. Nie można zrobić ani powiedzieć niczego, bo wywołuje traumę. Zatem dziecku nie wolno powiedzieć, że powinno się bardziej starać, dorosłemu – że coś spaprał. Kobiecie – że ładnie wygląda. Mężczyźnie – że cymbał. Wyborcy – że się myli. Bo jeszcze doznają traumy. I co wtedy? Świat się zawali. Nie mówiąc już o tak traumatycznych przeżyciach, jak jedzenie mięsa, które – jak

wiadomo – pochodzi z rzeźni. Tyle że dziś, zdaje się, nawet nie można użyć słowa „rzeźnia”, gdyż wywołuje to traumę. ZBÓJECKIE PRAWO PISARZA Film Chloé Zhao, skądinąd bardzo sprawnie nakręcony, nieźle napisany, dobrze zagrany i pięknie opowiedziany obrazem (zdjęcia: Łukasz Żal, znany ze „Strefy interesów”), posuwa się jeszcze dalej. Trauma nie tylko jest najważniejsza; jest również głównym wytłumaczeniem wszystkiego, łącznie z fenomenem twórczości Williama Szekspira. Co oczywiście jest bzdurą, bo każdy, kto czyta Szekspira, wie, z czego powstały jego nieśmiertelne dramaty i komedie. Potrzeba było wielkiego talentu, niezwykłego umysłu, ogromnej ciekawości świata i równie wielkiej przenikliwości w spoglądaniu na ów świat. Znajomości ludzkich charakterów, zrozumienia mechanizmów władzy, zdrady i namiętności. No i oczywiście do tego wszystkiego dołączyć musiało coś nieuchwytnego, coś, co od Pana Boga pochodzi – geniusz.

W „Hamnecie” poznajemy dzieje małżeństwa Williama Szekspira i Agnes Hathaway (Jessie Buckley)

Nie chcę przez to powiedzieć, że w życiu artystów traumy są nieistotne – wręcz przeciwnie, wielu z nich z dumą obnosi swą nadwrażliwość. Kto widzi więcej, często i ból większy odczuwa – tak jest, było i będzie. A osobiste tragedie to źródło nieskończonego szeregu arcydzieł. Czy jednak jest wśród nich „Hamlet”? Odpowiedzi nie zna nikt, ale na takiej właśnie spekulacji zbudowała swoją powieść Maggie O’Farrell. Takie zbójeckie prawo pisarza – może sobie stawiać dowolne tezy i pisać co chce. Ale zbójeckie prawo krytyka to z kolei wołanie: „Sprawdzam!” i przyglądanie się, co tam właściwie zmajstrowano i co z tego wynika. Spójrzmy więc na filmową wersję „Hamneta”, nominowaną do Oscarów w ośmiu kategoriach, w tym dla najlepszego filmu i za najlepszą reżyserię. Chloé Zhao wśród swoich filmowych inspiracji wymienia Anga Lee, Spike’a Lee i Wong Kar-Waia. Głośno zrobiło się o niej za sprawą dramatu „Nomadland”, za który w 2021 r. zdobyła Oscara. Potem była nieudana przygoda z Marvel Cinematic

Universe, czyli „Eternals”. Teraz dzięki „Hamnetowi” Zhao znów przeżywa wielkie dni: recenzje są dobre, opinie widzów również; nie tylko nominacje, lecz także nagrody – Złoty Glob chociażby. W „Hamnecie” poznajemy dzieje małżeństwa Williama Szekspira (Paul Mescal) i Agnes (wł. Anny) Hathaway (Jessie Buckley), kluczowymi zdarzeniami dla fabuły są zaś: rodzinna tragedia (śmierć syna imieniem Hamnet), epidemia „Dżumy” oraz przygotowania do wystawienia „Hamleta”, który to dramat miał być wedle Maggie O’Farrell i Chloé Zhao przekuciem traumy pisarza w sztukę. Podobnego chwytu użyli twórcy filmu „Zakochany Szekspir” (1998) nagrodzonego siedmioma Oscarami. Tyle że tam scenarzyści – Marc Norman i Tom Stoppard – oraz reżyser John Madden sięgnęli po formułę komedii romantycznej (fakt, że z nieszczęśliwym zakończeniem). W „Zakochanym Szekspirze” miłość młodego Willa (Joseph Fiennes) do Violi de Lesseps (Gwyneth Paltrow) owocuje napisaniem „Romea i Julii”, a gwałtowny koniec romansu przynosi publice sztukę „Wieczór Trzech Króli” (której bohaterka zyskała nawet imię Viola). „Hamnet” to natomiast melodramat z elementami pogaństwa, ta ostatnia rzecz jest chyba w filmie Chloé Zhao najbardziej zaskakująca. Już pierwsze kadry wprowadzają nas w sedno konfliktu: oto natura kontra cywilizacja. Agnes czuje się za pan brat z lasem i ptakami. Kadr, w którym leży między korzeniami wielkiego drzewa, sugeruje, że sama matka natura ją zrodziła (a w każdym razie obdarowała mocami). Szekspir zaś spogląda na nią zza krat (okno), uwięziony wewnątrz budynku (twór sztuczny), wykonujący zawód nauczyciela (patriarchat i przymus), w dodatku nauczyciela łaciny (skoro łacina, to i Kościół, zresztą część badaczy biografii Szekspira wysuwa tezę, że jego skrytość wynikała z faktu, że był katolikiem – a tych anglikanie prześladowali). Budowa takiego przeciwstawienia owocuje masą bzdur w stylu New Age czy raczej powinniśmy powiedzieć: „old witchcraft”, łącznie z leśnym połogiem, rozmaitymi przesądami, przepowiadaniem przyszłości przez „czarownicę” Agnes. Nie dość, że melodramat, to jeszcze folk horror czy może folk fantasy, a jako że o traumie (dramat utraty

2 – 8 I I 2 0 2 6 6 / 2 0 2 6

„Hamnet” – jako melodramat, folk horror czy może folk fantasty – to produkt idealny dla pokolenia płatków śniegu i Generacji Z FOT. AGATA GRZYBOWSKA

dziecka), to jeszcze emocjonalny szantaż. Używam tego ostatniego sformułowania, bo dostrzegam, jak często i spontanicznie używane bywa przez widzów dzielących się swymi opiniami w Internecie. Krytycy są dużo bardziej zachwyceni, bo oczywiście wywód, w myśl którego jedyną siłą napędową świata jest pogańska kobiecość, wynikająca z mocy świętej matki natury, doskonale pasuje do współczesnych mód ideologicznych. Kłopot w tym, że w całym tym równaniu Szekspir, nieśmiertelny bard, wyśmienity znawca tajników ludzkiej duszy, okazuje się niezbyt lotnym wieśniakiem, który gdyby nie tajemniczość i talenty żony oraz przedwczesne odejście syna, Hamneta, nie miałby za wiele do powiedzenia. Mam zatem dzieło Chloé Zhao za sztuczne i pretensjonalne, choć czytam wszędzie, jakie oryginalne i intrygujące. Otóż nie, tak nie jest, to typowy film oscarowy, który gra na emocjach. I nieprawdą jest, że mówi nam coś ważnego – on udaje, że coś ważnego mówi. Co czyni „Hamneta” produktem charakterystycznym i idealnym zarazem dla pokolenia płatków śniegu i Generacji Z. Nie mądrość się dziś bowiem liczy, nie poważna refleksja, ale rozedrganie, histeria, emocja do kwadratu, spazm, płacz, krzyk itd. TAJEMNICA GENIUSZU Jednocześnie niesprawiedliwe byłoby nadmierne deprecjonowanie filmowego „Hamneta”. Zdjęcia – jak wspomniałem – są

znakomite, ładnie wybrzmiewa w tej historii znaczenie sztuki opowieści. Czasem snujemy je, by świat zrozumieć, czasem, by go zaczarować, a innym razem – bo po prostu musimy, bo są jedyną drogą do uzdrowienia. Finałowe sceny „Hamneta” poruszają głęboko, nawet jeśli melodramatycznym szantażem nie czułem się poruszony wcześniej. Aktorzy spisali się przyzwoicie, fanem talentu Paula Mescala jestem od chwili, gdy zobaczyłem go w świetnym filmie „Aftersun”. Świetnie wypadają aktorzy dziecięcy. Co do Jessie Buckley jako Agnes – tu kłopot. Słyszę już, że niektórzy obwołują ją „nową Meryl Streep”, a to przecież bzdura. Jedyne, co dotąd w filmach pokazała, to że nieźle wypada w rolach chmurnych kobiet o zaciętych minach. Widać to dziś wystarczy, gdy wokół wystarczająco wiele toksycznej męskości, przeciw której owa chmurność jest skierowana. Znamienna rzecz: jak często filmy o Szekspirze zajmują się umniejszaniem Szekspira. Nieudany „Anonim” (2011) Rolanda Emmericha w ogóle kwestionował jego istnienie, w „Zakochanym Szekspirze” Will nosił się jak knajpiany zabijaka, w hiszpańskim „Miguel y William” (2007) Cervantes i Szekspir rywalizowali nie tylko o serce tej samej kobiety, lecz także o to, który wypadnie bardziej przyziemnie. „Cała prawda o Szekspirze” (2018) to obraz poety u kresu życia, z wyeksponowanym wątkiem traumy po śmierci syna – ciekawe, na ile film Kennetha Branagha zainspirował Maggie O’Farrell i jej „Hamneta”. A gdyby tak… hm… myśl rewolucyjna: A gdyby tak nie dekonstruować? Gdyby przyznać Szekspirowi zasłużoną przecież wielkość? Nie żądam, by poświęcić mu panegiryk – jako człowiek był pewnie, cóż, tylko człowiekiem. Zatem i grzesznym, i lepszym; i weselszym, i smutniejszym – w zależności od tego, co w życiu się przydarza. Tajemnica jego geniuszu pozostaje dużo bardziej fascynująca niż wszelkie poświęcone mu dotąd filmy. Może po prostu, by jej dotknąć i choć trochę ją zrozumieć, powinniśmy studiować Szekspira, a nie tych, którzy karierę robią, czepiając się guzików jego kaftana.

← PoprzedniaNastępna →