ReżyseriaJeremy Saulnier, Daniel Sackheim, Nic Pizzolatto
WystępująMahershala Ali, Stephen Dorff, Carmen Ejogo, Scoot McNairy, Mamie Gummer
Rok produkcji2019

Zaginięcie rodzeństwa w Arkansas splata losy detektywów Wayne’a Haysa i Rolanda Westa na przestrzeni trzech dekad. Wielowarstwowa narracja łączy śledztwa z lat 1980 i 1990 z późniejszym powrotem Haysa do sprawy, gdy postępująca demencja podważa wiarygodność jego wspomnień. Mocnymi stronami są zręcznie ułożona kryminalna układanka, tragiczny wymiar głównego bohatera oraz wybitna, hipnotyzująca kreacja Mahershali Alego.

Siódmego listopada 1980 r., w dniu, w którym zmarł Steve McQueen, ok. czwartej po południu dwoje dzieci: Julia i Will Purcellowie, wyszło z domu w niewielkim mieście stanu Arkansas. Kilka godzin później zaginionego rodzeństwa szukali wszyscy miejscowi policjanci, dowodzeni przez dwóch detektywów, zwących się Hays i West. Noc była chłodna, a księżyc w pełni. Tak zaczyna się ta historia.

Pierwszy z detektywów, czarnoskóry Wayne Hase (Mahershala Ali), to były żołnierz, odznaczony za męstwo podczas wojny w Wietnamie. Uparty. Samotnik. Jego partner reklamuje go jako „kogoś w rodzaju tropiciela”. Wierzy w swój instynkt i w swą intuicję. Biały, Roland West (Stephen Dorff), jest mniej skłonny do wysuwania daleko idących konkluzji, ale gdy trzeba przyłożyć podejrzanemu, pierwszy zakłada rękawiczki. Lepiej radzi sobie z niekompetentnymi, acz apodyktycznymi przełożonymi. Nietrudno zgadnąć, który ma większe szanse na karierę.

ŚLADY ZŁA W trzecim sezonie „Detektywa” („True Detective”) jego twórca, utalentowany scenarzysta i pisarz Nic Pizzolatto (powieść „Galveston”, zbiór opowiadań „W drodze nad Morze Żółte”), wraca do metody, która sprawdziła się w pierwszej części serii, a potem niespodziewanie prowadzi widza w nowym kierunku. Pierwszy odcinek

zdaje się z początku powtórką z rozrywki: para policjantów przesłuchuje doświadczonego gliniarza i prosi, by opowiedział o szczegółach sprawy, którą prowadził przed laty. Déjà vu jest natychmiastowe: przecież w pierwszym sezonie „Detektywa” przesłuchiwanymi bohaterami byli detektywi grani przez Matthew McConaugheya i Woody’ego Harrelsona. Przeszłość przenikała się z teraźniejszością, a my z wolna zagłębialiśmy się zarówno w zagadkę kryminalną, jak i w skomplikowaną relację między partnerami. Trzeci sezon jest palimpsestem sklejonym z czterech warstw. Podstawowa to wydarzenia z jesieni roku 1980 i prowadzone przez Hase’a oraz Westa śledztwo. Druga to wypadki z roku 1990, kiedy niespodziewanie akta sprawy otwarto ponownie, kwestionując część ustaleń sprzed dekady. Trzecia to już teraźniejszość. Siwiuteńki i z trudem poruszający się Hase bierze udział w nagraniach na potrzeby telewizyjnego

Trzeci sezon serialu HBO „Detektyw” to aktorski popis Mahershali Alego i powrót do formuły opowieści, która zapewniła sukces pierwszej serii

programu „True Criminals”. Ponownie opowiada swoją wersję wydarzeń, by ze zdumieniem odkryć, że przeprowadzająca wywiad reporterka dysponuje istotnymi informacjami, które nie były znane policji ani w roku 1980, ani 1990. Czwarta wreszcie warstwa to wspomnienia Hase’a z czasu wojny. Ta zaznaczona jest najdelikatniej. Dwa słowa o rodzicach zaginionych dzieci. Od pierwszej chwili widzimy, że nie jest to szczęśliwa rodzina. Zanim się pobrali, nie mieli czasu lepiej się poznać, ślub był konsekwencją ciąży. Tom Purcell (Scott McNairy) utrzymuje rodzinę, pracując w lokalnej fabryce, Lucy Purcell (Mamie Gummer) zajmuje się głównie przyprawianiem mu rogów, oboje nie stronią od kieliszka – ot, zwykła biała biedota z Arkansas. Zniknięcie dzieci odmieni ich życie na zawsze (właściwsze byłoby słowo „zniszczy”), przy czym w połowie sezonu okaże się również, że losy Toma związane będą mocniej, niż mogłoby się zdawać z życiem jednego z detektywów. Zło nigdy nie pozostawia śladu jedynie na mordercy i ofierze. Od chwili dokonania zbrodni fale nieszczęścia rozchodzą się dokoła. W miarę oglądania kolejnych odcinków „Detektywa” odkrywamy, jak wielu ludzi zostało nim dotkniętych. Paradoksalnie to, co dobre w życiu głównych bohaterów, także związane jest z tragicznymi wypadkami z 7 listopada 1980 r. Detektyw Wayne Hase poznaje swą przyszłą żonę, przesłuchując nauczycielki w szkole, do której uczęszczały zaginione dzieci. Detektyw Roland West znajduje obiekt swych westchnień, gdy obaj pobierają odciski palców od miejscowych parafian. Tyle tylko, że prawda jest dużo bardziej skomplikowana: nauczycielka angielskiego, żona Hase’a, ma ambicje literackie, a jej debiutem na niwie non-fiction okaże się książka poświęcona dochodzeniu prowadzonemu w 1980 r. przez męża. Dziesięć lat później zbliżająca się premiera książki oraz ponownie otwarte śledztwo wprowadzą w życie tej pary (wychowującej już dwoje dzieci) nieoczekiwanie wielkie napięcia. DETEKTYW Z AMNEZJĄ Gdy streszczam te perypetie, siłą rzeczy wracam myślami do pierwszego sezonu

„Detektywa” – tam także życie prywatne prowadzących śledztwo policjantów było powikłane i rodziło dodatkowe napięcia (w przypadku jednego z nich widać było nawet bezpośredni związek ze sprawą). W trzecim sezonie mamy jednak do czynienia z czymś więcej niż ze zwykłą powtórką z rozrywki. Detektyw Hase, który u kresu życia próbuje poukładać sobie w głowie wszystko, co wie o śledztwach sprzed lat, to staruszek dotknięty demencją. Skąd możemy mieć pewność, że się nie myli, gdy prezentuje swoją wersję wydarzeń? Czy nie zapomniał istotnych szczegółów, skoro nie pamięta nawet, o co się pokłócił ze swoim najlepszym przyjacielem ćwierć wieku wcześniej, skoro błąka się nocą po własnym mieszkaniu, szukając żony, której nie ma tam już od dawna, skoro musi nagrywać własne przemyślenia, by następnego dnia w ogóle wiedzieć, że podjął wysiłek ich uporządkowania? Trudno powiedzieć na pewno, bo HBO udostępniło recenzentom jedynie pięć z ośmiu odcinków serialu, ale wietrzę tu jeszcze jedną sprytną pułapkę na widza i możliwość efektywnego wykorzystania motywu „detektywa z amnezją”. Po pierwsze – czy są rzeczy, których nie pamięta, bo nie chciał ich zapamiętać, gdyż były zbyt bolesne lub niewygodne? Po drugie – czy sam nie stanie się przedmiotem manipulacji? Skoro inni – i nie mówię tu o rodzinie – wiedzą o jego przypadłości, a jednocześnie niewyjaśnione kwestie sprzed lat znów stają się przedmiotem debaty, czy najprostszą metodą na ponowne pogrzebanie prawdy nie byłoby wmówienie tracącemu pamięć policjantowi kilku rzeczy, których nie mógłby zweryfikować ze względu na swą chorobę? Można uznać, że takie niespodzianki mogą czekać nas w finałowych odcinkach nowego „Detektywa”, zwłaszcza że z rozsianych przez twórców serialu okruchów informacji wynika wyraźnie, iż za plecami prowadzących dochodzenie kumpli działały jakieś wpływowe siły, którym zależało na takim, a nie innym zakończeniu śledztwa. Podobnie jak spodziewać się można, że pewne fakty z przeszłości rodziców porwanych dzieci mogą okazać się niezwykle znaczące – przynajmniej tak obstawiam po tym, co zobaczyłem w pierwszych pięciu odcinkach.

Detektyw Hase okazuje się więc postacią tragiczną po trzykroć. Raz – nęka go poczucie winy, bo wie, że nie doprowadził śledztwa do prawdziwego finału. Dwa – jego życie rodzinne okazuje się w pewnym sensie ofiarą sprawy sprzed lat, choć paradoksalnie ta sama sprawa w ogóle dała mu możliwość prowadzenia tego życia. Trzy – demencja pomału odbiera mu szansę nie tylko na rozwiązanie zagadki i w ogóle możliwość normalnego życia. Czy doczeka odkupienia? Czy jakimś zrządzeniem losu – bądź dzięki czyjejś pomocy – zdoła zrozumieć to, czego nie rozumiał przez 35 lat?

ALI PRZYĆMIEWA WSZYSTKICH Nawet gdyby wszystko to było mniej skomplikowane, mniej ciekawe i gorzej wymyślone, jedno jest pewne – nie ruszyłbym się sprzed ekranu i tak, bo oglądanie Mahershali Alego w głównej roli jest fascynujące. Aktor nagrodzony Oscarem za rolę w „Moonlight” i Złotym Globem za występ w filmie „Green Room” jest tu bezbłędny, absolutnie przekonujący i hipnotyzujący. Każdą sekundę obecności w kadrze kradnie dla siebie. W pierwszym sezonie „Detektywa” mieliśmy pojedynek gwiazd – zarówno Matthew McConaughey, jak i Woody Harrelson byli wyśmienici. W drugim nie było komu kibicować, bo postacie były niespecjalnie sympatyczne, scenariusz mętny i niewysokiej próby, aktorzy wyraźnie słabsi (Vince Vaughn i Colin Farrell). W trzecim nie ulega wątpliwości, że Mahershala Ali przyćmiewa wszystkich, w tym swego głównego partnera, bo Stephen Dorff jako detektyw West wypada dobrze – aż dobrze i tylko dobrze. Serialowa żona Hase’a zatytułowała swą książkę o wypadkach roku 1980 „Życie, śmierć i księżyc w pełni. Morderstwo, uprowadzenie i społeczność, którą zniszczyły”. W „Detektywie” do listy pokrzywdzonych możemy dopisać i detektywa Hase’a. Na ile ponosi karę za własną pychę, zaniedbania czy brak uporu, na ile jest ofiarą innych graczy, których rola na razie pozostaje jeszcze nieujawniona – będę niecierpliwie czekał na ostatni odcinek, by się tego dowiedzieć. Warto „Detektywa” nie tylko oglądać, lecz także czynić to niezwykle uważnie, bo puzzle ułożone są z wielką zręcznością, a Mahershala Ali stworzył kolejną wybitną kreację – nie wiem, czy nie najwybitniejszą w swej dotychczasowej karierze.

← PoprzedniaNastępna →