ReżyseriaThomas Vincent, John Strickland
WystępująRichard Madden, Keeley Hawes, Sophie Rundle, Gina McKee, Vincent Franklin
Rok produkcji2018

Straumatyzowany weteran David Budd zostaje osobistym ochroniarzem minister spraw wewnętrznych Julii Montague, choć sprzeciwia się jej poglądom na wojnę i bezpieczeństwo. Zamachy terrorystyczne, polityczne ambicje i spór o granice inwigilacji tworzą gęsty thriller, w którym lojalność bohatera pozostaje niepewna. Mocnymi stronami są wciągająca konstrukcja, wiarygodny brytyjski realizm oraz znakomita kreacja Richarda Maddena, dzięki którym drobne nieprawdopodobieństwa tracą znaczenie.

Weź trochę terroru z „Homelandu” i nieco polityki z „House of Cards”, dołóż dobrą obsadę i wykorzystaj najlepsze wzorce brytyjskich seriali policyjnych – sukces gwarantowany. Sukces serialu „Bodyguard”

Czekamy na swoje wystąpienia na warszawskim Comic Conie, ale Marcin Ciszewski, popularny autor kryminałów i powieści historycznych, wcale nie chce mówić o historiach alternatywnych. Pierwsze, co słyszę z jego ust, to: „Czy oglądałeś »Bodyguarda?«? Chłopie, ale serial!”. Nie jest pierwszy, już kilka takich podekscytowanych opinii trafiło do mych uszu w poprzednich dniach. Zaglądam do sieci. „Brytyjska sensacja tego roku” – czytam. „Najlepszy brytyjski serial od lat”. „Pytanie nie brzmi, czy oglądasz »Bodyguarda«, tylko czy już skończyłeś?”. I tak dalej. Włączam Netflixa. Jest. Nowość. No i niedziela z głowy. Sześcioodcinkowy „Bodyguard” to produkcja BBC1, zatem największej i najbardziej prestiżowej anteny brytyjskiego giganta, a człowiekiem, który stoi za jego sukcesem, jest Jed Mercurio, od niemal ćwierćwiecza pracujący dla telewizji. Przeglądam dorobek: jego poprzedni serial (policyjny) „Line of Duty” mało mnie poruszył. Wśród wcześniejszych produkcji jest „Bodies”(2004) – i tu już warto pamiętać, że byłem pod wrażeniem, bo to jeden z najlepszych seriali szpitalnych, jakie można było zobaczyć, ze świetną główną rolą Maxa Beesleya, który miał w sobie coś z intensywności młodego Ewana McGregora, tyle że był bardziej mroczny. Jed Mercurio zatem to stary wyjadacz, który na telewizyjnej rozrywce zjadł zęby. Czego nowego można spodziewać się po rutyniarzu? Po obejrzeniu „Bodyguarda” już wiem: inwencja nie musi przejawiać się w nowatorstwie, bo wszystkie kawałki, z których ulepiono ten serial, już znacie. Polityczna rywalizacja i toksyczne ambicje, spory o kompetencje między policją a tajnymi służbami, kłopoty z adaptacją wojennych weteranów, którzy nadstawiali karku w Iraku i Afganistanie, narastające problemy Europy Zachodniej z wrogiem wewnętrznym – ochotnikami na świętą wojnę islamistów, którzy wychowali się na angielskich ulicach, a nie zostali importowani z Bliskiego Wschodu. Gorące od początku wojny z terrorem pytanie o to, gdzie wytyczyć granicę między tym, co konieczne, by bronić wolności, a tym, co już obywatelom tę wolność odbiera. Można jednak z tych elementów ułożyć fascynujący thriller, przykuwający widza do ekranu telewizora tak mocno,

że ma ochotę połknąć od razu wszystkie sześć odcinków „Bodyguarda”. Podwójne życie Główny bohater zwie się David Budd, jest byłym żołnierzem, który w zamorskiej wojnie przeciw terrorowi brał udział przez 10 lat. Cel ostatnich misji – Afganistan. Teraz David pracuje w policji, specjalizacja: ochrona ważnych osób. Bezcenny nabytek dla służby, ma odpowiednie doświadczenie, świetnie posługuje się bronią, w otwierającej serial scenie odkryjemy także, że nieobce są mu techniki negocjacji i przede wszystkim, że dobrze zna psychikę wroga. David wiedzie jednak podwójne życie. Za dnia zimny profesjonalista, wręcz perfekcjonista, wieczorami nie stroni od kieliszka i nachodzi żonę (aktualnie w separacji) opiekującą się dwojgiem ich dzieci. Nie potrafi zrozumieć, że ostateczne fiasko, ku któremu zmierza jego małżeństwo, wywołane jest jego własnymi problemami. Cóż z tego, że kocha rodzinę, skoro nękany przez zespół stresu pourazowego jest jak odbezpieczony granat toczący się po londyńskich ulicach? Nie wiadomo, kiedy eksploduje i ilu niewinnych może paść ofiarą jego wybuchu. Sierżant Budd szybko awansuje – zostaje szefem ochrony najważniejszej po premierze figury w rządzie. Julia Montague jest ministrem spraw wewnętrznych. Właśnie zaangażowała się w przepychanie przez parlament kontrowersyjnej ustawy, dającej policji i służbom specjalnym nowe, bardzo szerokie uprawnienia. Podczas gdy na ulicach Londynu trwają demonstracje przeciwników nowego prawa, oskarżających panią Montague o wprowadzanie państwa policyjnego i odebranie obywatelom prywatności, ona sama tłumaczy: – Nie interesuje mnie to, że wpisujecie w swoje wyszukiwarki słowo »boobs«, interesuje mnie natomiast, gdy ktoś wpisuje słowo »bomb«”. Minister Julia Montague ma swoje polityczne ambicje. W każdej chwili może rzucić wyzwanie premierowi, by zająć jego stanowisko. Tymczasem Londyn ogarnia strach – serial zaczyna się od udaremnienia zamachu terrorystycznego na pociąg, wszelkie poszlaki wskazują, że do akcji ruszyła głęboko zakonspirowana grupa dżihadystów i można się spodziewać kolejnych aktów przemocy. Strach jest sprzymierzeńcem Montague, szeregi zwolenników nowej ustawy rosną w parlamencie. Jednak ona sama, jako wytrawny polityk, wie, że to za mało. Od swych współpracowników wymaga, by znaleźli sposób na przekonanie wyborców. To zrozumiałe – jeśli naprawdę myśli o fotelu premiera, to musi przekonać do siebie zwykłych ludzi. Kwestia lojalności Montague kreuje się na silną kobietę w słabym rządzie, zresztą zawsze miała zdecydowane poglądy, m.in. w przeszłości wspierała udział Wielkiej Brytanii w zamorskich zbrojnych eskapadach. To stawia naszego bohatera, aktualnie jej ochroniarza, na nietypowej pozycji. Sierżant David Budd wojowania ma dosyć i uważa, że zachodnie interwencje w Iraku i Afganistanie były bezsensowną jatką, w której wielu jego towarzyszy broni niepotrzebnie straciło życie lub zdrowie. Teraz ma chronić kobietę, której poglądy w tych kwestiach są całkowicie odmienne od jego własnych. W roli Budda niespodziewanie błyszczy Richard Madden, który sympatię fanów i sławę zdobył dzięki „Grze o tron” (grał Robba Starka, króla Północy, zdradziecko zamordowanego podczas Krwawych Godów). Sukces „Bodyguarda” to (pomijając dobry scenariusz i solidną reżyserię) przede wszystkim jego zasługa, bo jako znerwicowany eksżołnierz wypada znakomicie. Balansujący na krawędzi załamania nerwowego główny bohater zapewnia serialowi dodatkową porcję emocji, a skomplikowana mapa jego relacji z żoną, kumplami weteranami oraz ochranianą polityk sprawia, że nigdy nie wiemy, na którą stronę przechyli się jego sympatia i przede wszystkim jego lojalność. Wspominałem wcześniej, że twórca „Bodyguarda” układa na nowo klocki znane z innych produkcji – w przypadku postaci Budda wyraźne są dwie linie inspiracji. Pierwsza jest oczywista, w brytyjskich kryminałach straumatyzowanych żołnierzy mieliśmy wielu. Jeśli nie weteranów z Irlandii Północnej, to z Falklandów, jeśli nie z Falklandów, to z Iraku. Zwykle w roli łotrów, a nie postaci pozytywnych. Druga inspiracja wiedzie nas w stronę innego przeboju telewizyjnego ostatnich lat, ale już zza

Atlantyku – niestabilny Budd odgrywa w „Bodyguardzie” rolę podobną do tej, jaką miała psychicznie zaburzona Carrie Mathison (świetnie sportretowana przez Claire Danes) w serialu „Homeland”. Czy naprawdę widzi więcej od innych, czy pogrąża się w otchłani szaleństwa? Richard Madden jako sierżant Budd jest perfekcyjny, Pan Doskonały, gdy pełni swoje służbowe obowiązki, a jednocześnie nieszczęśnik nękany traumą, czasem wściekły, czasem bezradny, gdy maska opada. Rozgrywki polityczne w „Bodyguardzie” przywodzą z kolei na myśl „House of Cards”, zabiegi PR-owskie z kolei to, co Brytyjczycy ładnie uchwycili w farsowym sitcomie „Absolute Power” czy już poważniej, z zimnym szyderstwem, w „The Thick of It”. Polityka, wojna, zbrodnia, terroryzm, interesy małe i duże, ambicje chore i ambicje zrozumiałe – wszystko to zgrabnie połączono w jedną historię, nie zapominając jednocześnie o dobrych wzorcach brytyjskich seriali policyjnych. Magnetycznego Maddena już chwaliłem, reszta obsady także spisuje się bez zarzutu. Dobra jest Keeley Hawes jako minister Julia Montague, podobnie Sophie Rundle jako żona sierżanta Budda (możecie ją pamiętać z „Peaky Blinders”). W odróżnieniu od wymuskanych produkcji amerykańskich nie mamy kłopotu z przyjęciem, że po ekranie spacerują wiarygodne postacie, nie aktorzy o urodzie lalek, ale zwyczajni gliniarze, zwyczajni politycy i ich zwyczajni asystenci. Kiedy mija już gorączka oglądania, zaczynamy zdawać sobie sprawę z pewnych słabości. Czy naprawdę gościa z tak dużymi problemami psychicznymi dopuszczono by do tak ważnej roboty jak ochrona VIP? Czy przepuszczenie portretu pamięciowego jednego z drugoplanowych bohaterów przez bazę danych armijnych weteranów musiało trwać tak długo? Można szukać dalej. Ale po co? Mówimy o rozrywce telewizyjnej opowiedzianej tak wciągająco, że na wszelkie nieprawdopodobieństwa widz nie zwraca uwagi. Świadczy to oczywiście jedynie na korzyść tych, którzy tak zręcznie potrafią opowiadać.

Kreator: Jed Mercurio „Bodyguard” Wielka Brytania

← PoprzedniaNastępna →