Czwarty sezon antologii, już pod skrzydłami Netflixa, zyskuje na budżecie i poczuciu humoru, eksplorując najbliższą przyszłość i to, jak technologia zmienia życie – zwykle na gorsze. Wyróżniają się ponura kpina z wirtualnej rzeczywistości w „USS Callister”, kryminalna intryga z maszynką do odczytywania wspomnień w „Crocodile”, randkowanie przez aplikacje w „Hang the DJ” oraz klasyczny w duchu „Twilight Zone” finał „Black Museum”. Najsłabiej wypada odcinek o psach-robotach, całość utrzymuje jednak poziom wyraźnie powyżej średniej.
Sześć opowieści składa się na czwarty sezon popularnej antologii SF, która od czasu przejęcia przez Netflixa (debiutowała w brytyjskim Channel 4) zyskała na budżetach, nazwiskach i poczuciu humoru. Wśród reżyserów odcinków są m.in. Jodie Foster i John Hillcoat. Seria pozostaje wierna założeniom, czyli eksploruje najbliższą przyszłość, zadając pytania, jak technologia może zmienić nasze życie (zwykle na gorsze). Mamy tu świetną opowieść ponuro kpiącą z wirtualnej rzeczywistości, gier i seriali à la „Star Trek” („USS Callister”), mamy klasyczną opowieść kryminalną z niespodziewanym dodatkiem w postaci maszynki do odczytywania wspomnień („Crocodile”) czy zaskakujące spojrzenie na świat randkowania za pomocą aplikacji („Hang the DJ”). Najsłabszy odcinek to ten o psach-robotach (dziwnie przypomina „Ptaki-czujniki” Roberta Sheckleya), najbardziej klasyczny, w duchu „Twilight Zone”, jest ostatni („Black Museum”). Całość wciąż mocno powyżej średniej.