Nauczyciel podejrzewany o mord na dziewczynkach trafia w ręce zawieszonego za brutalność policjanta i ojca ostatniej ofiary, którzy chcą wymusić na nim prawdę. Precyzyjnie skonstruowana fabuła utrzymuje niepewność, czy podejrzany jest winny, a sojusz oprawców bywa równie kruchy. Doceniony przez Quentina Tarantino przewrotny scenariusz i czarny humor, niepozbawiony jednak dobrego smaku, budują trzymające w napięciu studium psychologicznego pojedynku. Film stawia też pytanie, czy wobec absolutnego zła prawo i instynkt w ogóle wystarczają.
Nic dziwnego, że film ten wychwalany był przez Quentina Tarantino. Jego siła tkwi w przewrotnym scenariuszu skupiającym się na psychologicznym pojedynku bohaterów (jak to było w tarantinowskich „Wściekłych psach”). I czarnym humorze, nieprzekraczającym jednak granic dobrego smaku. Osoby dramatu: nauczyciel podejrzewany o to, że jest pedofilem i mordercą małych dziewczynek, policjant zawieszony przez szefa za skłonność do bicia podejrzanych oraz ojciec ostatniej (czy na pewno?) ofiary, który sam chce wymierzyć sprawiedliwość. Główna część opowieści to starania duetu ojciec i policjant zmierzające do wymuszenia na podejrzanym wyznania prawdy. Nie zawsze będą przy tym sojusznikami i do końca nie będziemy wiedzieć, czy mają rację, ufając instynktowi (i mało wiarygodnemu świadkowi), czy może torturują niewinnego człowieka. Precyzyjnie opowiedziany i doskonale manipulujący emocjami film to coś więcej niż trzymająca w napięciu fabuła „Kto zabił?”. Oprócz rozważań nad sensem zemsty, granicami działania policji i prywatnych mścicieli, zadaje także pytanie fundamentalne: Czy w obliczu absolutnego zła jesteśmy bezradni?