Kryminał o gliniarzu, który po trzech latach więzienia za śmierć policjanta działającego pod przykrywką wychodzi na wolność, planuje zemstę i próbuje ustalić, co naprawdę kryło się za feralną operacją. Główną słabością filmu jest drewniany scenariusz, przypominający B-klasowe kryminały z lat 80. produkowane z myślą o kasetach VHS. Karl Urban wypada słabo w roli głównej, Sofía Vergara jest wręcz karykaturalna, a jedynie Andy García próbuje cokolwiek zagrać. Werdykt jednoznaczny: to nie film, lecz podróbka filmu, którą lepiej omijać.
Było dwóch gliniarzy: jeden bez wad, a drugi uzależniony od hazardu. Kiedy więc podczas operacji przeciw handlarzowi narkotyków rozwalili innego policjanta, działającego pod przykrywką, nikt nie chciał uwierzyć, że był to przypadek. Wszyscy założyli, że wspomniana para to funkcjonariusze skorumpowani przez bandytów. Trzy lata później ten pierwszy gliniarz (już nie bez skazy, bo uważany za „zabójcę policjanta”) wychodzi z więzienia i zaczyna obmyślać zemstę. Jednak najpierw spróbuje się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodziło. Karl Urban (rola główna) niestety nie jest dobrym aktorem, Sofía Vergara jako tajna agentka jest wręcz karykaturalna. W ten cały bałagan jakimś cudem zaplątał się Andy García, który jako jedyny próbuje coś grać, tylko że nie ma czego, bo scenariusz jest drewniany jak w B-klasowych kryminałach z lat 80., produkowanych od razu z myślą o dystrybucji na kasetach VHS. Omijajcie szerokim łukiem, to nie film, to podróbka filmu.