Komedia o parze niedobranych bliźniaków (Owen Wilson i Ed Helms), którzy wyruszają w podróż przez Stany Zjednoczone w poszukiwaniu ojca, okazuje się konwencjonalną rozrywką na poziomie telewizyjnego filmu na sobotnie popołudnie. Reżyserski debiut Lawrence'a Shera, wcześniej przez niemal dwie dekady operatora (m.in. trylogii „Kac Vegas"), nie zdradza jego kinowego doświadczenia. Głównymi słabościami są dość wątłe dialogi i tempo opowieści, a Wilson i Helms nie wychodzą ani o milimetr poza swoje dotychczasowe emploi.
Para niedobranych bliźniaków (wyluzowany Owen Wilson i spięty Ed Helms) w poszukiwaniu ojca. Tak się bowiem składa, że dopiero przy okazji kolejnego ślubu mamy panowie dowiadują się, że historyjka o zmarłym tacie była lipą. Bracia wyruszają w podróż przez całe Stany, by odnaleźć drugą połowę rodziny, jednak okaże się to trudniejsze, niż się zdawało. Cóż, mama (Glenn Close) była za młodu mocno rozrywkową dziewczyną. „Bękarty” to debiut reżyserski Lawrence’a Shera, który wcześniej przez niemal dwie dekady odpowiadał za zdjęcia (m.in. w komediowej trylogii „Kac Vegas”). W filmie nie widać tego kinowego doświadczenia, to konwencjonalny kawałek rozrywki gadanej na poziomie telewizyjnego filmu na sobotnie popołudnie. Nic was tu nie zaskoczy (poza puentą, ale jak długo trzeba na nią czekać). Wilson i Helms nie wychodzą ani o milimetr poza swe dotychczasowe emploi, a dialogi i tempo opowieści są dość wątłe.