Dokument opisuje rywalizację Forda z Ferrari, która zaczęła się od nieudanej transakcji: pogrążony w kłopotach finansowych Enzo Ferrari w ostatniej chwili wycofał się ze sprzedaży firmy koncernowi Forda i sprzymierzył się z Fiatem. Urażony Ford zlecił zbudowanie nowego samochodu wyścigowego, który miał zdetronizować Włochów, w czasach gdy co czwarty kierowca rajdowy nie dożywał końca kariery lub doznawał ciężkich obrażeń. To pełna adrenaliny opowieść o sporcie i motoryzacji, uznawana za jeden z najlepszych dokumentów ostatniej dekady.
Niektórzy widzieli niedawno dzieje tej rywalizacji w kinie, za sprawą emocjonującego filmu Jamesa Mangolda „Le Mans ’66”. Prawda była jeszcze bardziej emocjonująca i ciekawsza, a film „24-godzinna wojna” to jeden z najlepszych dokumentów ostatniej dekady. Zaczęło się od nieudanego interesu. Wczesne lata 60. Pogrążony w kłopotach finansowych Enzo Ferrari był o krok od sprzedania swej firmy koncernowi Forda. W ostatniej chwili zmienił zdanie i wszedł w alians z Fiatem. Urażony magnat z USA postanowił rzucić Włochom wyzwanie i wynajął ekipę, której zadaniem było zbudowanie od podstaw nowego samochodu wyścigowego, który zdetronizuje Ferrari. A mówimy o czasach, gdy jeden na czterech kierowców rajdowych nie dożywał końca swej kariery albo doznawał ciężkich obrażeń. Od początku do końca „24-godzinna wojna” kipi adrenaliną i opowiada kawał niezwykłej historii sportu i motoryzacji.