Nagrodzone Oscarem dzieło Paola Sorrentina to wizualny majstersztyk – oniryczna, perfekcyjnie skomponowana opowieść, w której nowoczesna forma łączy się z przejmującą refleksją. Pisarz żyjący w sercu Rzymu, pozornie wśród sławy i piękna, traci spokój po śmierci kobiety, którą pamiętał jako młodzieńczą miłość. Film bezlitośnie obnaża płytkość socjety i duchową pustkę współczesnego Zachodu, łącząc przejmującą refleksję z wizualnym pięknem najwyższej próby.
Nagrodzone Oscarem dla najlepszego filmu zagranicznego arcydzieło Paola Sorrentina to wizualny majstersztyk. Choć Sorrentino nawiązuje do klasyki (odwołania do Felliniego to tylko drobna część inspiracji), czyni to w sposób bardzo nowoczesny, tkając oniryczny, perfekcyjny wideoklip. A jednocześnie jest to film niesłychanie refleksyjny i przygnębiający.
Główny bohater, 65-letni pisarz, wiedzie życie idealne. Ma wspaniały apartament naprzeciw Koloseum, wciąż lgną do niego piękności, jest sławny i fetowany. Śmierć kobiety, która przez wiele dekad była żoną innego, ale którą on pamięta jako swą ukochaną z czasów młodzieńczych, wytrąca Jepa z bezpiecznej orbity. „Dolce vita” nagle zaczyna boleć.
Płytkość socjety, głupota artystów, okrucieństwo cudownej metropolii – wszystko to zdaje się niemal miażdżyć pisarza. Grymas na jego twarzy to już nie oznaka cynizmu, ale rozpaczy. Nie chodzi tylko o lęk przed śmiercią i tęsknotę za młodością.
„Wielkie piękno” obnaża straszliwą duchową pustkę współczesnego Zachodu – ludzi, którzy zapomnieli o swych korzeniach i duchowych drogowskazach. Nie uratują ich wspomnienia, próżno szukają pocieszenia w pustych kościołach. Pytanie tylko, jaki będzie koniec: cichy zgon czy apokalipsa.