Thriller o emerycie z darem jasnowidzenia (Anthony Hopkins), który włącza się w śledztwo w sprawie seryjnego zabójcy (Colin Farrell). Główną słabością filmu jest nędzny scenariusz: Hopkins nie ma czego grać, Farrell pojawia się rzadko, a detektywi w wykonaniu Jeffreya Deana Morgana i Abbie Cornish wypadają bezbarwnie. Historia z ambicjami mroczności rodem z „Milczenia owiec” czy „Siedem” przypomina raczej rozbudowany odcinek serialu typu „CSI”, a centralny pojedynek umysłów mordercy i tropiciela razi niedorzecznością.
Twórcy filmu „Ukojenie” mieli w rękach dwa skarby, ale nie za bardzo wiedzieli, jak ich użyć. Te skarby to Anthony Hopkins oraz Colin Farrell. Pierwszy nie ma za wiele do grania, bo scenariusz jest nędzny, drugi gra umykającego przed tropicielami złoczyńcę, więc siłą rzeczy pojawia się nieczęsto. Rzecz jest o obdarzonym darem widzenia emerycie (Hopkins), który za namową starego kumpla włącza się w śledztwo dotyczące seryjnego zabójcy. Pomaga parze detektywów, którą bezbarwnie grają Jeffrey Dean Morgan i Abbie Cornish. Historia z pretensjami do mroczności w stylu „Milczenia owiec” czy „Siedem” opowiedziana jest jednak w stylu rozbudowanego odcinka telewizyjnego serialu, i to raczej typu „CSI” niż „Detektywa”. Najgorsze jednak jest to, że opowieść główna, czyli umysłowy pojedynek dwóch tęgich „nadnaturalnych” talentów – mordercy i łowcy – jest po prostu niemożebnie głupia.